Zapaść

Autor: Wanda Szczypiorska, Gatunek: Proza, Dodano: 09 lutego 2011, 19:53:36

 

             

            Kochaliśmy się bardzo. On był zawsze gotowy, a ja zawsze chciałam go dotknąć, pocałować, objąć. Mieliśmy zamiar wybudować dom. Jesienią, z kupionej przez nas prawie za bezcen działki bez prawa do zabudowy, poprzedni właściciele zebrali swoje kartofle i żyto, a my zaczęliśmy się starać o pozwolenie na postawienie domu na tej łasze piasku.

             Stasiek niedawno zarejestrował warsztat kowalstwa artystycznego, wygrał przetarg i zaczął produkować meble ogrodowe. Ja pracowałam w biurze i rano pędziłam na przystanek. Mieliśmy jedno dziecko. Syna. Chodził do podstawówki. Miał wakacje i ganiał po wsi. Stasiek zostawał w domu sam. No dobra, niezupełnie sam. Do cięższej pracy zatrudniał sąsiada pijaczynę. Robota szła szybko, termin oddania mebli był napięty, a nam były potrzebne pieniądze, ponieważ  żyliśmy z mojej pensji.   

            Gdzieś tak w połowie lipca zauważyłam, że Stasiek zaczyna robić płot przy drodze, która prowadzi do nikąd, czyli nad brzeg rzeki. Poszłam tam po południu i widzę paliki, sztachety jakieś, a płotu kawałek tylko. Może dlatego grodzi, bo w zaroślach na brzegu rzeki zbierały się jakieś męty? Zarośla też należały do nas. Zobaczyłam  rudego psa, spaniela, a także kobietę z dzieckiem. Nie ogrodzony lasek,  każdy może się tu rozłożyć. Przyjrzałam się kobiecie, dziewczynie raczej. Piękna, długowłosa. I nogi też długie. Tylko na jednej  wklęsła szrama. Zrobiło mi się jej trochę żal. Wygląda  na pozostałość po wypadku.

            Dziwne. Po południu tego samego dnia Stasiek zamiast spokojnie siedzieć przed telewizorem, nienaturalnie ożywiony zaczął rozprawiać o muzyce. To było dość niezwykłe, bo nie miał o tym pojęcia, a tu, ni stąd ni z owąd  interesuje go polski zespół, raczej mało znany. Przerwałam te wywody i powiedziałam, że na naszej działce siedziała letniczka z dzieckiem – ciekawe u kogo mieszka. Ucichł. I wtedy zauważyłam uśmiech i ten błysk w oczach. Od razu coś mnie tknęło. Już nie pytałam o letniczkę. Wiedziałam; on też ją widział. On też  jej się przyglądał. Na pewno się poznali i rozmawiali. O muzyce? Poczułam lekki ból gdzieś tak powyżej żołądka. Czyżby niepokój? Pewno tak. Powinnam być teraz czujna.

           Kiedy syn zasnął,  my poszliśmy do łóżka i kochaliśmy się tak, jak nie kochaliśmy się od dawna, namiętnie, długo, pomysłowo, zupełnie tak, jak wtedy, kiedy nie byliśmy małżeństwem. Domyśliłam się - w końcu nie jestem głupia, że tym razem on wcale nie spał ze mną.

           Pojechałam do pracy następnego dnia  i poprosiłam o urlop od zaraz, od już, od dziś. Trochę było grymasów, ale się udało. Wróciłam autobusem i nie zachodząc do domu od razu poszłam w  stronę  działki. Byli tam oboje. On oparty o płotek,  ona stała tyłem do wózka, odchylona, cała w błękitnym dżinsie,  a rudy pies biegał po naszym polu. Nie, nie podeszłam do nich, a oni mnie nie widzieli. Nie widzieli niczego wokół, pochłonięci rozmową, która pewno nie miała większego sensu, ale była porozumieniem, czułam to, wiedziałam.

           Stałam. Widziałam jak się żegnają niecierpliwymi gestami z których można było wyczytać; „to na razie..”, a potem ona  pchając  wózek poszła  w stronę plaży.

           Tego dnia nie odstępowałam Staśka. Powiedziałam, że wzięłam urlop, żeby mu pomóc w pracy. Zapytałam go w pewnej chwili kim jest ta kobieta, a on opowiadał mi bardzo chętnie, jakby mówienie o niej sprawiało mu radość. Wiedział u kogo mieszka, wiedział, że mąż jest menadżerem  zespołu rockowego, jeżdżą z zespołem w trasy obydwoje, a tutaj mąż przyjeżdża tylko na niedzielę. Był piątek. Pomyślałam, że to nie potrwa długo.

           Stasiek nie podejrzewał chyba, że jest pilnowany, a może czegoś się domyślał. Krążył po domu, po ogrodzie, działce. Trochę wypił. Usiłował się wymknąć, nie mógł i najwyraźniej się męczył. Wiedziałam, jak to jest, chce iść do niej, nie może, czuje że się dusi. Usiedzieć też nie może, nie wie gdzie się podziać. Patrzył na telewizor niewidzącym wzrokiem. Czuwałam nad nim do nocy, wreszcie poszliśmy obydwoje spać. Starałam się go przygarnąć, ale był zbyt pijany, a może tylko udawał? Musiałam się zdrzemnąć, bo nagle zauważyłam, że go nie ma. Poczułam strach i rozpacz. Byli umówieni? Wybiegłam i zobaczyłam go; otwierał właśnie furtkę ogrodową, tą od strony rzeki. A więc to tam, na plaży. Poszłam za nim. Był ubrany, no proszę, zdążył się nawet ubrać, ja byłam w koszuli. Doszedł do brzegu rzeki, rozglądał się, szukał czegoś. Nie znalazł. Rozejrzał się jeszcze raz i poszedł w stronę zabudowań we wsi . Trudno, jestem w koszuli, ale pójdę za nim. Domyślałam się dokąd idzie, nie było to zbyt daleko. Kiedy go zobaczyłam, stał tam  wpatrzony w jakieś okno. To okno było ciemne, ale on stał i patrzył. Zbliżyłam się, podeszłam i powiedziałam – Chodź. W pierwszej chwili się jakby się żachnął, ale poszedł ze mną, być może samotność bez niej była jeszcze gorsza. Objęłam go a on trząsł się tak, jakby mu było zimno. Przytuliłam go jeszcze mocniej i tak objęci wróciliśmy do domu.

         Następnego dnia starałam się nie spuścić go ani na chwilę z oczu, ale już nie chodziłam za nim, a on pokręcił się po warsztacie i poszedł w stronę działki. Na plaży za ogrodem jeszcze nikogo nie było, Stasiek leniwie i od niechcenia zaczął wbijać słupki. Patrzyłam na to z daleka i nagle zobaczyliśmy ich na drodze; przystojny facet pchał wózek, a obok ona w tych swoich błękitnych dżinsach. Rudowłosa. Widziałam, że Stasiek znieruchomiał, a ona przeszła obok zerkając zza pleców męża. Szli na plażę. Przez chwilę poczułam ulgę. Nie muszę pilnować Staśka, ale on jakby zszarzał, zmalał. Nie poszedł do domu ze mną, a ja nie nalegałam. Został tam. Plaża była po drugiej stronie rzeki, a on stał i patrzył.

        

         Tak boli rozpacz, ja wiem. Weszłam do domu, robiłam, co musiałam, stale będąc jak gdyby na granicy płaczu. I jemu współczułam też. Niemal fizycznie czułam, co przeżywa i jak się bardzo męczy pragnąc tej kobiety. Od kiedy ona tu jest. Tydzień? Może dłużej? A więc poznali się już dość dobrze? Jak dobrze? Tego nie wiem.

        

         Syn w ogrodzie miał namiot do zabawy, ale wolał ganiać po drodze z kolegami. Stasiek wrócił z butelką wódki i wlazł do namiotu. Nie chciał jeść. Zostawiłam go tam samego, niech się uspokoi. Kiedy po pewnym czasie  zajrzałam do namiotu udając, że zaglądam tam przez przypadek, on leżał zupełnie goły, obnażony. Nie spał. I był pijany. Płakał.

         Jakoś minęła ta noc. Rano padał deszcz, na plaży w ciągu całego dnia nikt się nie pojawił. Od sąsiadów dowiedziałam się, że ci letnicy wyjechali.

         Stasiek też wiedział. Chodził ponury. Nie smutny, bo tęsknota to nie jest smutek, to coś dotkliwszego. Uczucie, które każde miejsce, gdziekolwiek byśmy się nie znaleźli  czyni niemożliwym. Wieczorem poszedł gdzieś.

         Niech idzie.

         Dowiedział się od gospodarzy (ja też się dowiedziałam), że wyjechali w trasę, ale to ani mnie, ani Staśkowi nie przyniosło ulgi. Zaczął teraz wyjeżdżać  do Warszawy, rzekomo coś załatwiać. Ale niczego nie załatwiał. Znał jej adres. Na pewno znał. Na pewno stoi  pod jej domem. Czeka. I wciąż wydaje mu się, że ją widzi. Biegnie, dogania, to nie ona. A co by zrobił, gdyby ją nagle spotkał? Nieelegancki. Bez pieniędzy.

        

         A jednak z czasem wszystko wróciło do normy. Pod koniec sierpnia już nie jeździł. Nie musiałam się o to martwić. Z miasta przyjechali po zamówione meble. Ktoś inny chciał  ogrodzenie. Będą pieniądze na dom. Wydaje się, że obydwoje byliśmy dobrej myśli.

         W grudniu listonosz przyniósł kartkę. To ja ją znalazłam w skrzynce. Pocztówkę. Bez koperty. Życzenia od niej i dopisek, że czeka na telefon. Dałam Staśkowi kartkę, a co miałam zrobić? Patrzyłam, jak ją czyta.  Bez emocji, a nawet jak gdyby z gniewem.  Przez chwile nie wiedział, co zrobić, a potem podarł  kartkę i powiedział – Kurwa.

        

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Komentarze (34)

  • Adekwatny tytuł i świetne opowiadanie. Fizycznie czułam jego ból, jakbym współodczuwała jego cierpienie. W kilku miejscach powtarzasz, że wiesz gdzie poszedł, wiesz gdzie idzie, czasami to przeszkadzało. całość jest bardzo dobra.

  • Jedno wiedziałam udało mi się wymienić

    • . .
    • 09 lutego 2011, 20:50:24

    Powiem tak: coś niesamowitego!
    Nie wiem, czy dobrze zrozumiałem: "Stasiek" to mąż narratorki? Pamiętam, że w poprzednich tekstach był chyba jako "on".
    Nie wiem, naprawdę nie wiem, kto ze znanych prozaików, nie wiem, może Salinger, może Kafka, Hemingway? - potrafi przemycić do tekstu tyle życia, tyle dobrego w sposób tak skondensowany, co Pani. Pani Wando, szczerze chylę czoła.
    Literackiego "Staśka" nie żal. Zasłużył sobie na prztyczek w nos. Z drugiej strony to jest takie trochę smutne, jak dał się nabrać na plewy. Tak to jest, jak ktoś z klapkami na oczach, nie może zrozumieć, że "towar macany należy do macanta" - kolokwialnie mówiąc. Nie pierwszy, nie ostatni. Ale trzeba tu podziwiać anielską cierpliwość i wyrozumiałość bohaterki. Czym podyktowaną? - a to już trudniejsza sprawa, ażeby jednoznacznie stwierdzić.
    Tekst bardzo wciągający, czyta się wyśmienicie.

    • . .
    • 09 lutego 2011, 20:59:55

    To jak prawdziwe obrazy w fotoplastikonie, które narratorka odkrywa jeden po drugim sobie, czytelnikowi, bez skargi, ale wargi i oczy boleją hardo.
    Zakładam, że prawdziwe, kawałek biografii, nie można inaczej, zbyt prawdziwe by było opowiadaniem li tylko. Więc ufnie kroczę za narratorką, przeczuwam, że powie o meteorycie, który spadnie na nią, na rodzinę, na dom. Szkody wkalkulowane. Ziemia, gdzie upadł, wypalona przez życie.

    Byłam winna Pani wiele przeczytań, jedno z nich uczyniłam dzisiaj z prawdziwą przyjemnością.

  • Byłam zdołowana, ale Pan mnie wyciągnął. Jestem wdzięczna.

    • K Z
    • 09 lutego 2011, 21:07:40

    dałam się wciągnąć tej opowieści, bardzo obrazowej i realistycznej :).

  • donikąd*

    nieogrodzony*

    "Poszłam tam po południu i WIDZĘ paliki, sztachety jakieś, a płotu kawałek tylko." - tak być nie może. Widzę trzeba zamienić na formę przeszłą.

    ni stąd ni zowąd*

    błysk w oku*

    TĘ furtkę*

    błędy interpunkcyjne, udziwnione inwersje. Dziwne przejścia z czasu przeszłego na teraźniejszy.

    To wszystko niestety przeszkadzało w czytaniu tego ciekawego opowiadania.

  • Dziękuję panie Arkadiuszu. Chyba myślę kolokwializmami. Poprawię, ale niestety nie tu.
    Pani Saro, wielka niespodzianka.
    Pani Kasiu, dzięki

  • Chciałabym jeszcze dodać bo w pośpiechu tego nie zrobiłam. Bohaterka jest niesamowice wrażliwa. Mąż wiadomo, a mimo tego, jest zdolna mu współczuć, odczuwać jego emocje tak silnie (co jest znakomicie oddane w tekście) że jest w stanie wszystko mu wybaczyć.

  • Dzieki Grazynko. Chciałam jak najdalej odejść od schematu.
    Panie Tomku, jeszcze raz bardzo dziękuję, bo się tamto podziękowanie gdzieś zawieruszyło. Jest Pan balsamem na duszę i trochę mnie Pan zawstydza.

  • opowiadanko-porada dla mężatek w tygodniku "Kobieta i życie"

  • Świetny kawał dobrej psychologicznej prozy.Plus behawioryzm. A gdzie Pani Dolores widzi poradę? Opowiadanie nie ma krzty dydaktyzmu.Kończy sie soczystym i zrehabiltowanym w polszczyznie ( przez ostatni okrzyk pilota TU 154)słowem dawniej uważanym za obelżywe.

  • Początkowo miałem pewne obawy co do tych krótkich, niemal urywanych zdań. Chciałem czegoś więcej. Ale poprowadziła pani narrację na tyle sprawnie, że przykuło to moją uwagę. Ta niby prosta historia relacji dwójki ludzi, potrafi zatrzymać i sprawić, że "oho, jest nad czym się zastanawiać i to takie proste wcale nie jest". Pani Wando, co ja tu będę mówił, jest mi bardzo przyjemnie czytać myśli bohaterki od początku do końca, wczuwać się w jej sytuację i ją rozumieć. Po prostu. Ta kobieta zaczęła opowiadać i skończyła. Mam ją przed oczami. Pozdrawiam.

  • Prawdziwie częste zdarzenia. Mimo banału całkiem zgrabnie opisane. Krótkie zdania na plus - jak zwykle dzięki nim możemy zbudować klimat. Podoba mi się też manewrowanie płaszczyznami czasowymi. Liczyłam jednak na trochę inne zakończenie, bo to takie jakieś bez wybuchu, standardowe.
    Pozdrawiam.

  • Panie Damiane, na Pana opinii bardzo mi zależało.
    Pani Gugo. Dziekuję. Życie toczy się dalej

  • Po ponownej lekturze, dochodzę do wniosku, że to jest opowiadanie dobre a nawet wybitne. Szczególnie portret psychologiczny bohaterki nie ma sobie równych w prozie polskiej i nie tylko polskiej.
    Poza tym jej postępowanie może służyć za wzór dla mężatek, kiedy odkryją, że mąż jest niewierny.

  • Szanowny panie Dolores. Coś Pana gryzie?

  • w Twoim Stylu płacą za takie obrazki. sprawny, i zgodnie z linią moralizującą. mnie nie wciągnęło to opowiadanie aczkolwiek przyznam że czyta się szybko. i szybko zapomina. brakuje suspensu.

  • zwroty typu: 'no dobra' lepiej zamienić na inne - konfidencjonalnie brzęczą.

  • Chętnie sprzedam, ale nie sadzę, żeby znalazł się chętny. Chętni są tam, gdzie nie płacą, albo mało płacą. Zarobiłam dwa razy po sto złotych w piśmie Pogranicza, z Autografu nic nie dostałam, ze Znaj też nic, za to obłowiłam się w konkursie bibliotecznym.

  • a wysyłała pani do tych komercyjnych pism? do Zwierciadla na przyklad? znajdzie pani w sieci adresy. warto spróbować bo nieżle płacą. zadają temat a pani pisze - tak będzie potem, na początek zamieszczą kilka pani prac by sprawdzić odbiór ( przyjdą emaile, pytania, listy) itd. to nie jest trudne. proszę zawalczyć:)

  • Przeczytałem kilka razy. Poza potknięciami interpunkcyjnymi o których pisali poprzednicy tekst ciekawy. Jednak czegoś mu brakuje. Przypomina rzeźbę, której artysta nie dopieścił. Jest pełna uroku, ale pewne detale szczypią widza w oczy. Czasami dobrze wrzucić tekst do szuflady, żeby się "przegryzł"...

  • Pani Wando, w każdym Pani opowiadaniu można odnaleźć kawałek siebie, czyta się z napięciem, idealne zakończenie.

  • Wciągnęłam się. To co najlepsze w tym opowiadaniu to ta dojrzała żona, przyjaciółka, która mądrością i cierpliwością zachowała to co najważniejsze, ratując siebie i męża, podrawiam.

  • bardzo jak zawsze :))

  • Panie Tomaszu, chyba byłam dla Pana zbyt surowa, ale się poprawię.
    Reniu, Izabelo, Moniko, bardzo dziękuję

  • Czytajac poczatek nie bylam przekonana co do dalszej czesci, ale prostota i narracja ktora zaspokaja oczekiwania czytelnikow po kazdym zdaniu po prostu mnie zachwycila.

  • Polu, na zasadzie kontrastu pod każdym względem. Chciałabym mieć chociaż trochę Twojej wyobraźni.

  • Fantastycznie wciągająca lektura. Przyjemnie nam – prostym facetom – czasami wejść do głowy kobiety. Nie żebyśmy tam wszystko rozumieli ;) Ale na pewno patrzymy potem na nie trochę innym okiem...

    Gratuluję udanego tekstu i pozdrawiam.

  • Tekst jest bardzo żywy i emocjonalny, a narracja bardzo sprawnie i umiejętnie prowadzona. Co mnie uderza w tym opowiadaniu, to psychologiczna autentycznosc, mimo że trudno w tak krótkiej formie wyraźnie i niejednoznacznie zarysowac psychikę bohaterów. Poza tym, pani Wando, jest pani pierwszą osobą, w której tekście podoba mi się ludycznosc, dla mnie zazwyczaj nie do strawienia. Tutaj ta lekka przaśnosc, Stasiek, działka, ganianie po wsi i żyto nadają i pewnej surowości, ale i charakteru, prawdziwości bohaterom i historii.

  • I jeszcze - bardzo trafny jest tytuł, a to duży atut.

  • Czyta się szybko, płynnie. Tu, jak i w opowiadaniu "Próbuję sobie przypomnieć" potrafi Pani połączyć rzeczy błahe z poważnymi.

  • Bardzo prawdziwie:) I świetnie napisane:)

  • Już tyle zostało powiedziane (napisane). Nie będę się powtarzać. Napiszę jedynie, że jestem pod wrażeniem kreacji postaci, zwłaszcza narratorki. Prezentują niezwykle autentyczne reakcje. Doskonały obraz małżeństwa. Pozdrawiam!

Musisz być zalogowany, żeby dodawać komentarze. Zaloguj się
Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się