Ucieczka

Autor: Wanda Szczypiorska, Gatunek: Proza, Dodano: 11 lipca 2012, 17:15:02, Tagi:  Paryz jazz

 

         Rozstaliśmy się wczesną wiosną. Po dwóch latach było po prostu nudno. Zaczęłam sama chodzić do filharmonii, bo Gabriel, na szczęście nie był muzykalny i tam, którejś niedzieli poznałam klarnecistę. Na imię miał Rajmund, co obniżało nieco jego atrakcyjność i małą głowę, a to z kolei odbierało mi całą przyjemność z pocałunków. Grał jazz.

        Nieomal od początku naszej znajomości uczestniczyłam w próbach jego zespołu jako widz. Pianistą był znany muzyk. W dużej sali  w Hybrydach, siedziałam  z tyłu na krzesełku. Z nikim nie rozmawiałam, bo to był inny świat, świat mający swój własny język. Mój język nie miał tu zastosowania. Zresztą pianista  onieśmielał.

        Po próbie Rajmund mnie odprowadzał, chodziliśmy na spacery i tylko raz byłam u niego w domu. Byliśmy wtedy sami, ale broniłam się zaciekle. Musiało być jeszcze zimno, bo miałam na sobie ciepłe bawełniane majtki. Nie domyślił się, że to o to chodzi, że dlatego nie pozwalam się jemu uwieść.

       Na uczelni widywałam się z Gabrielem. Nie wiedział co się stało. Nie rozumiał dlaczego nie wychodzimy razem. Wkrótce jednak moja zdrada stała się oczywista. Któregoś dnia zobaczył mnie z klarnecistą. I to go zabolało. To nic, ze sam wybierał się do Paryża, na zawsze i beze mnie.

       Nie tylko był zdradzony, ale zdradzony jawnie. Wszyscy to widzieli. Rajmund przychodził po mnie na uczelnię. Jednak po incydencie w jego mieszkaniu stracił zapał., a ja straciłam chęć do spotkań.

        Dostrzegłam wtedy, że coś się dzieje wokół mnie, coś, w czym nie biorę udziału. Zmowa? Gabriel miał pokój w domku na terenie ogródków działkowych, nasz pokój i teraz zapraszał tam na prywatki. Prawdopodobnie każdy przynosił to co miał, ale zabawa musiała być chyba niezła. Pogłoski zaczęły dochodzić do mnie, chociaż nikogo nie dziwiła moja nieobecność. Ludzie się rozstają, a Gabryś się dobrze bawi. Jest w euforii. Wolny. I tylko ja wiedziałam o co chodzi. Chodziło o to by nikt się nie domyślił, że on zdradzony, opuszczony? O nie. To ja miałam być  zdradzona i opuszczona. Bardzo mu zależało na tym, żeby tak myślano. Powinnam odczuwać satysfakcję. Jeśli zadawał  sobie tyle trudu by mnie zranić, widocznie był zraniony. Ale mnie stawał się  obojętny.

        Październik na ASP zaczął się od przygotowań do wycieczki. Paryż. Mnie to nie dotyczyło wcale. Skąd miałabym wziąć pieniądze? Ale Gabriel był podniecony. To była jego szansa. Zostanie tam. Ucieknie. Wiedziałam o tym. Tylko ja.

        Musiało mu zależeć na tym, żeby się pożegnać, być może zależało również mnie, bo w przeddzień wyjazdu szliśmy  przez całe miasto do jego klitki  na Mokotów. Trochę się tam zmieniło. Było pusto. Łóżko stało przy innej ścianie.

        Widocznie bardzo tego chciał, a ja uległam. Ale już chyba bez emocji. Tak mi się wydaje. Pamiętam, że siedzę na tym łóżku już po wszystkim, wciągam rajstopy, a on  patrzy. Patrzy na moje nogi, potem twarz. A ja? Nic to już dla mnie nie znaczyło. Dał mi książki. Te, z którym się nie rozstawał. Potem odniósł mi je pod same drzwi. Nie wszedł. A może sama je odniosłam? Nie wiem. Bo tego już nie pamiętam. Bo po tym co się stało, wszystko co dotyczyło Gabriela znikło w jakiejś brunatnej mgle. Zapadło się. Jakby przestało istnieć.

        Wycieczka do Paryża wróciła po tygodniu bez Gabriela. Co się działo za kulisami nie wiem. Czy ktoś wyleciał? Pewno tak. I kto był przesłuchiwany? Nie wiem. Mnie nie pytano o nic.

 

        Po pewnym czasie Gabriel zaczął pisać do mnie. Pisał gdzie mieszka. Że w łazience. I sypia w wannie. Nieźle. Powiodło mu się. I pytał, czy przyjadę. Nie przyjadę. Bo był ktoś inny, ktoś był zawsze, ale tego nie napisałam. Po co?

 

       Pogłoska, ze Gabriel mnie porzucił, żyła. Po latach, w gronie znajomych, kiedy jeden drugiego pytał o mnie, najlepiej poinformowany opowiadał, że kiedy zostałam sama, bo on wyjechał i nie wrócił, na pewno się załamałam. Nie wiedziano gdzie jestem, co porabiam, więc chyba jestem nikim. 

       To prawda. Jestem nikim. Lecz nie z powodu Gabriela.

 

Komentarze (27)

  • (gruntownie przerobione opowiadanie Paryż)

  • To jest jazz. Zapewne powie Pani, że to, co napiszę jest zabawne- ale - gdyby frazy zmienić w rząd nut, pozostawić dysonansowe słowne powtórzenia - otzrymalibyśmy właśnie taką muzykę - nie jakiś tam orleański banjograj - ale właśnie jazz.

  • Ja mam taki metronom w głowie, którego nie mogę się pozbyć.

  • Widzę. Podobnie jak ja.

  • Mam problem z zakończeniem. Jak zawsze podobają mi się Twoje opowiadania, bo płyną, napisane, żyją własnym życiem. Tak jak to, tylko muszę sobie sensownie wyłożyć zakończenie. Pozdrawiam ciepło!

  • Ucieczka. Ucieczka przed miłością ,przed sobą.Gra uczuć,i koncert w filharmonii.Tak,słychać jazz. Klarnecista Rajmund jednak przeszarżował, może fałszował ? Opowiadanie z zaskakująca pointą.Gorzką, przewrotną.Oszczędnie,aż do bólu. Wiwisekcja.

  • Tak... kilka razy musiałam.

  • Grażynko! Co musiałaś? Nie chcę Cie mieć na sumieniu.

  • Wando, te "ciepłe bawełniane majtki" niezły moment :D

  • "Bawełniane majtki", wbrew pozorom, to kwintesencja klasy i poczucia własnej wartości.Tym bardziej nie rozumiem pointy...

  • O nie. Bawełniane majtki to kompleksy. I tak już pozostało.

    • . .
    • 11 lipca 2012, 20:11:09


    Opowiadanie ze swoistą synkopé, czytane przed mikrofonem trzyma nozdrza w dyscyplinie.
    Madame, nie zamartwiałabym się tymi .. tout court.. majtkami, acz rozumiem doznanie traumy w opisanych okolicznościach. Proszę pomyśleć o biednym panu Goethe, który miast majtek wiązał poły koszuli z tyłu pleców, by to wszystko ucisnąć w ciasnych spodniach (podobno zamówił takie u włoskiego krawca) jako męskie ineksprymablom.
    Opowiadanie jest w mrocznym amerykańskim stylu, przy niewielkiej pomocy światła można wyczarować miniaturkę sceniczną, narastający i gasnący jazz za planszą domów. Na pierwszym planie w III -ciej części sceny krzesło z Hybryd... Pani siedzi z "niedbale" ustawionymi stopami (od kolan w literze odwróconego V)...
    Proszę wybaczyć.
    Pozdrawiam serdecznie.

  • Teraz to już nie moja recytacja, teraz to film. Bardzom wdzięczna.

    • Szel _
    • 11 lipca 2012, 21:13:20

    siada mi net Wandziu
    juz trzeci raz pisze komentarz u ciebie i idzie w niebyt dlatego ten napisze na raty:(

    • Szel _
    • 11 lipca 2012, 21:27:27

    przede wszystkim chce podkreslic ze pamietam to opowiadanie
    a jesli pamietam to zrobilo na mnie ogromne wrazenie

    wiesz Wandziu! masz swoja klasyke !
    powojenna nedza a posrod niej mlodziutka dziewczyna
    borykajaca sie z pierwszymi mlodzienczymi milosciami
    chociaz na pierwszym planie zawsze jest glod praca i nauka,
    zeby pomimo wszystko wykaraskac sie z tej biedy i byc kims!

  • Moze maja racje wszyscy piszacy, ale ja nie bede Pani kadzil. Nie przebrnalem przez pierwszy akapit, a ja bardzo, ale to bardzo lubie Pani opowiadania. Dlaczego nie przebrnalem? Dzieki temu zdaniu:

    "Na imię miał Rajmund, co obniżało nieco jego atrakcyjność i małą głowę, a to z kolei odbierało mi całą przyjemność z pocałunków."

    Wiem oczywiscie co miala Pani na mysli, ale interpunkcja zmusza do takiego rozumienia: "Na imię miał Rajmund, co obniżało nieco jego atrakcyjność i co (to że na imię miał Rajmund) obniżało jego małą głowę." Jasne sie wiec staje, ze tak obnizona glowa byla trudna do pocalowania, ale w zaleznosci jak ona byla nisko, moze bylo w tym nieco przyjemnosci? Przepraszam, ale z tym cos trzeba zrobic. Tak samo jak z interpunkcja w reszcie opowiadania.

  • Panie Januszu. To życiowe doświadczenie. Powiedzieć koleżankom, że ukochany, ma na imię Rajmund, to jednak żenada. Natomiast mała głowa (u wysokiego meżczyzny) jest bardzo nieprzyjemna w dotyku, proszę mi wierzyć. Ale oczywiście zastanowię się, jak to napisać zręczniej.

  • Moze tak, choc nie chce ingerowac w Pani styl:

    "Zaczęłam sama chodzić do filharmonii, bo Gabriel na szczęście nie był muzykalny, i tam, którejś niedzieli poznałam klarnecistę. Na imię miał Rajmund, co obniżało nieco jego atrakcyjność. Z kolei jego mała głowa odbierała mi całą przyjemność z pocałunków" ?

    • Szel _
    • 11 lipca 2012, 21:53:35

    najlepiej obrazuja to te cieple grube gacie
    praktyczne i bardzo pozyteczne w trzaskajacy wszedobylski mroz!

    nie sadze zeby sie ich akurat trzeba bylo wstydzic
    bo i dzis kazdy mezczyzna pracujacy poza ogrzewanymi pomieszczeniami zna dobrodziejstwo kalesonow i wedlug mnie

    i tu mala dygresja
    nie poyrzebowalam nosic takich majtek
    ale jeszcze mozna je zdobyc w sklepach kiedy zaszlam w ciaze
    moj maz je wypatrzyl i nie bylo zmiluj sie, kupil mi je
    a ja je nosilam :)

  • pięknie:)

  • pięknie w sensie szczerości
    tylko ludzie wielcy duchem mogą tak pisać

  • Dziękuje Oleńko.

    • A K
    • 12 lipca 2012, 08:59:14

    Jest lepiej, ale szkoda, że nie słucha Pani krytycznych uwag. Na interpunkcję i nieszczęsnego Rajmunda, któremu imię obniżało małą głowę, zwracałam Pani uwagę w styczniu. Puenta tym razem o wiele mocniejsza.
    I ten fragment do mnie bardzo przemawia: "Pisał gdzie mieszka. Że w łazience. I sypia w wannie. Nieźle. Powiodło mu się."

  • jak zawsze warte czytania :)))) bardzo :)

  • Ukłony dla Pań.

  • No proszę jakie cudenko:))

  • Dobre dla podstarzałych pensjonariuszek.

Musisz być zalogowany, żeby dodawać komentarze. Zaloguj się
Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się