Świt

Autor: Wanda Szczypiorska, Gatunek: Proza, Dodano: 08 sierpnia 2012, 11:46:08, Tagi:  kino park antyk

 

 

                                                                  ŚWIT

          Mieszkałam  na waleta. W słóżbówce mojej mamy. Była wychowawczynią w internacie.  Powinna odejść  na emeryturę, a dla nas to oznaczało wyrok. Bezdomność, rozdzielenie, w najlepszym razie łaskę krewnych. Lecz dyrektorka i jej mąż, to byli  przyzwoici  ludzie, podarowali  mamie  jeszcze rok. 

          Groza naszego położenia nie w pełni docierała do mnie, bo byłam w tamtych dniach głównie zajęta sobą i zakochanym we mnie Alkiem.

          Mama ciułała grosz do grosza, ja tylko kupowałam książki. Gdzieś wewnątrz siebie niczym płód nosiłam wielką powieść. Wiedziałam, że ją  napiszę.  Jak będę sama. Miesiąc, dwa. To było nieosiągalne. Z rana w tym małym pokoiku z mamą,  wieczory  na ulicy z Alkiem. Powieści nie napisałam. Krótkie opowiadanie „Owce”, i może jeszcze coś, co się zawieruszyło potem w licznych przeprowadzkach.

          A z Alkiem wiecznie niespełnieni, ograniczaliśmy się do pocałunków i do dotyku w kinie. Nie było innych możliwości. To prawda; jego rodzina miała własny dom, ale on z kuzynem zajmował przechodni pokój. Nic tam nie mogło się wydarzyć, bo ktoś mógł nagle wejść. Jego rodzice? Tacy sobie. W stosunku do mnie podejrzliwi, nie uważali mnie za kogoś, kto byłby odpowiedni dla ich syna. Biedota ubrana  w przenicowany płaszcz. Zupełne nic. Artystka?

          Błąkaliśmy się po ulicach, a moja mama zbierała grosz do grosza na wynajęcie czegoś poza miastem.

          Któregoś dnia  kolega Alka  użyczył nam pokój na godzinę. Poszliśmy  spięci obydwoje, tak jakby to był obowiązek. Niechlujny studencki pokój, szary koc. Nie zdjęłam nawet płaszcza, chciałam natychmiast wyjść. Alek wyraźnie poczuł ulgę. To nie mógł być ten  pierwszy raz. Znowu byliśmy na ulicy.

          Robiło się coraz cieplej; marzec, kwiecień , maj. Zbliżał się termin odejścia mamy na emeryturę. Miała już parę złotych, więc dałam ogłoszenie: Studentka ASP szuka pokoju poza miastem. Musiałby się zdarzyć cud, żeby ktoś się zgłosił. A jednak cud się zdarzył. Mama dostała list. Pisali państwo B. gotowi wynająć pokój. Nie było to nawet  zbyt daleko. Godzina jazdy pekaesem

 

          Widziałyśmy go z daleka. Niewielki domek obrośnięty winem. Po jednym oknie na piętrze i na parterze. Uliczka, nie uliczka, po drugiej stronie park, który jak powiedzieli nam państwo B. niegdyś należał do nich. Teraz został im tylko domek. Wynajmowali go artystom, bo sami uważali się za artystów. Przyjeżdżali tu  na niedziele. Starzy. Zdziwaczali

         Na dole mieszkał Bułgar- kompozytor. Nasz pokój był na pięterku. A nam po wejściu do pokoju dech zaparło. Umeblowany antykami. Łóżko z intarsją, mahoniowy stół, komoda z marmurowym blatem, fotel zwieńczony  wyrzeźbioną różą.

         Umowę mama podpisała jeszcze tego dnia. Mogłyśmy się przeprowadzić.

 

         Mama przez dzień lub dwa miała w Warszawie załatwiać formalności związane z emeryturą, Alek i ja zwoziliśmy bagaże. Niewiele tego, pościel, książki. Byliśmy sami w tym pokoju z wielkim, skrzypiącym łożem. Otworzyłam szeroko okno. Za oknem był ten park i coś pachniało intensywnie. Lipa?  Krzątaliśmy się nerwowo, jakby nie zdając sobie sprawy z sytuacji. Postanowiliśmy wyjść, rozejrzeć się. W głębi podwórka stały drewniane budki klozetowe. Wodę wyciąga się ze studni. Z kołowrotu zwisało zardzewiałe wiadro. Byliśmy świadomi tego, że mamy przed sobą noc. Ale wciąż było jeszcze widno.

          Może to co się miało stać było zbyt łatwe, oczywiste? Nie wyszło. Inkrustowane łoże zbyt szerokie, a my po raz pierwszy nadzy, początkowo jakby zdziwieni. Patrzyliśmy ukradkiem, on na mnie, ja na niego. Nasze ciepłe i miękkie ciała usiłowały się połączyć. Byliśmy tacy sobie bliscy, a jednocześnie w tym bezradni. Czułość zaczęła być przeszkodą. Nie było w niej namiętności.

          Kiedy zaczęło świtać leżeliśmy wyczerpani. Odezwały się pierwsze ptaki.

         

          Mama przyjechała przed południem objuczona resztą naszego dobytku. Byliśmy wtedy na spacerze. Za domem gęsty las ciągnął się aż do odległej wsi. Całe połacie mchu miękkiego jak to inkrustowane łoże. Nie mieliśmy do siebie żalu, nie byliśmy rozczarowani. Przed nami całe lato, a wiec nic nie jest  przesądzone. 

          

  

 

Komentarze (20)

    • . .
    • 08 sierpnia 2012, 12:09:15


    Osobista impresja niedogodna w szczegółach, autorka jednak mierzy się ze wspomnieniem, i nie bezowocnie, dłonie wilgotne od przeżyć.

  • Bbd, chciałoby się trochę szczegółów dla dociekliwych, a może ciekawskich.

  • Pozostawiam domysłom

  • Ja bym dał tytuł temu opowiadaniu "Wielka powieść", bo bohaterka tak właśnie myśli. Zderzenie marzeń z rzeczywistością.

    • . .
    • 08 sierpnia 2012, 12:24:12

    Też bardzo mi się podobało:)

    • . .
    • 08 sierpnia 2012, 12:26:27

    Aha po przyzwoici (ludzie, na początku) ma Pani zbędną kropkę. Jest jeszcze możliwość edycji.

  • Jak zwykle ze wstrzemięźliwością godną damy. I to jak zwykle sprawia, ze opowaiadanie jest bardzo dobre. Aczkolwiek coraz częściej odnoszę wrażenie, że gdyby czytać Pani prace pod rząd, nie raz na czas do (w moim przypadku) porannej kawy, mogłabym się znudzić. Wszystkie bowiem mają bardzo podobną tematykę, stylistykę, a nawet budowę. Mimo wszystko, było miło:).

  • Pani Basiu, to już prawie koniec, bo mi się wyczerpuja realia.

  • O rany! Ten post to do mnie? Przecież ja dziecko jestem. Jak wyczerpują się realia, to trzeba sięgnąć dalej. Stać Panią na to.

  • Cymes :)

  • Mam babola, jak to nazywa Jarek Trześniewski. Służbówka mie słóżbówka. Ale to nie błąd, to pomyłka. Przysiegam.

  • ale tylko jednego. Poza tym tekst bez zarzutu. Niech się Pani pocieszy, że u niektórych autorów cały tekst, to koszmarny BABOL.

  • Babol nie babol, ale jak się czyta!

  • Ładne. I jak czytam, słyszę Twój głos, Wando. To daje mi dodatkowa przyjemnośc.

    • A K
    • 08 sierpnia 2012, 20:14:17

    Podoba mi się ten tekst, opowiada o sprawach intymnych w sposób bardzo subtelny. Razi mnie tylko ostatnie zdanie, poprzez użycie w nim czasu teraźniejszego. Jeśli refleksja także odnosi się do przeszłości, należałoby to zmienić.

  • Dziękuje pani Alino. Poprawię w innym wydaniu. "Przed nami było całe lato. Nic nie zostało przesądzone"

    • . .
    • 09 sierpnia 2012, 10:34:56

    Wydaje mi się, iż "było" w ostatnim zdaniu jest domyślne. "Przed nami całe lato" narrator wypowiada z perspektywy minionej; zdanie je poprzedzające (nie byliśmy rozczarowani - jest właśnie w czasie przeszłym, cały kontekst tego fragmentu jest w czasie przeszłym:))

    • . .
    • 09 sierpnia 2012, 10:35:52

    Wydaje mi się, iż "było" w ostatnim zdaniu jest domyślne. "Przed nami całe lato" narrator wypowiada z perspektywy minionej; zdanie je poprzedzające (nie byliśmy rozczarowani - jest właśnie w czasie przeszłym, cały kontekst tego fragmentu jest w czasie przeszłym:))

  • Jestem pod wrażeniem i otwartą gebą,że można tak pieknie pisać!
    Wielkie gratulacje,sprawiła mi Pani ogromną radość swoim opowiadaniem!

  • Pani Wando.
    Płód który nosiła Pani w sobie / wielka powiesć ? / nie objawił się światu.
    Ciąża została poroniona i moze to dobrze.Świat myślących czytelników odetchnął z ulga.

Musisz być zalogowany, żeby dodawać komentarze. Zaloguj się
Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się