Rozpacz

Autor: Wanda Szczypiorska, Gatunek: Proza, Dodano: 05 grudnia 2011, 18:25:29, Tagi:  miłość w peerelu

 


 

Rozpacz to jest uczucie, które człowieka chwilami prawie unicestwia.

Mieszkałam wtedy w pokoiku, które wynajmowałam za ćwierć pensji. Ćwierć pensji to nie było drogo. Pokój był mały, zapluskwiony, ale okno duże z rozległym widokiem na ulicę Złotą. Pracowałam w urzędzie, który zapewne od dawna nie istnieje, a który zajmował się  dystrybucją filmów. Ja i dwóch kolegów gromadziliśmy fiszki i fotosy nie mając wiele do roboty. Obydwaj byli żonaci, obydwaj byli artystami, a zaczepili się tu z braku innego zajęcia. Jak na ówczesne czasy  eleganccy, tą nonszalancką elegancją, rzadką w peerelu, jaką szczycić się  mogli jedynie absolwent KULu i Filmówki.

 Ja zakochałam się w poecie , tym po KULu.

W tamtych czasach utwory poetyckie, jeśli kogoś nie drukowano rozpowszechniało się drogą wymiany, z rąk do rąk. Publikacja to była rzadkość i niebywały prestiż. Mój kolega przechadzał się po redakcjach, bez skutku, więc byłam jego czytelniczką pierwszą i jedyną. Sama pisałam scenariusze  nie mogąc żadnego skończyć.

W biurze czas spędzaliśmy na rozmowach, a nawet mogliśmy we troje  pod byle pretekstem poszwędać się po mieście. Pamiętam szaleńczy śmiech, kiedy któregoś dnia, kolejno albo razem strojąc miny robiliśmy  zdjęcia w automacie. Nie mam ani jednego. Gdzieś zginęły.

Dam im jakieś imiona, byle jakie, będzie mi łatwiej o nich opowiadać, a więc niech jeden będzie Wiesław, drugi Andrzej. Wiesław był poetą .

Mieć obok siebie przez cały dzień mężczyznę atrakcyjnego i nie zakochać się było niemożliwe. Z żoną podobno się rozwodził, ona mieszkała z innym, był sam w swoim obszernym jak na ówczesne czasy mieszkaniu gdzieś na peryferiach. Wokół niego kręciło się dużo kobiet.

 On też był mną zainteresowany, a więc zaczęłam podziwiać jego wiersze. Wydawał się przy mnie wręcz onieśmielony. To lep. Jak złapie, nie popuści. Widziałam  jego oczy, twarz, łowiłam jego spojrzenie, śledziłam ruchy... Był tuż. Jego biurko stało naprzeciwko mojego biurka.

Przychodzili interesanci, a więc przychodziły tu również one. Widziałam, że tę, czy tamtą coś z nim łączy. Coś miedzy nimi było, albo będzie, miałam nadzieje, że on je odtrąca, ale kiedy wychodzili razem załatwić rzekomo na mieście jakąś pilną sprawę, jedyne czego chciałam, to dowiedzieć się, gdzie są, co robią.

I tak zwolna, niepostrzeżenie zagnieździł się we mnie lęk. Szukałam oparcia w drugim, tym Andrzeju, ale wyłącznie jako przyjacielu. Bo nie zwierzałam mu się. Nigdy się nie zwierzam. To on mi opowiadał o żonie i o studiach, po których, póki co, nie ma propozycji pracy . Trzymałam się go kurczowo, wypełniał czas oczekiwania na Wiesława. A Wiesław wracał do biura ożywiony. 

Zdarzało się, że wychodziliśmy razem wieczorami, ale to były spotkania towarzyskie. Miał dużo znajomych wśród poetów, a ja, onieśmielona, nie odzywając się prawie wcale, podziwiałam jedynie jego erudycję, dowcip. Po tych spotkaniach, to w knajpie, to u kogoś,  podczas których przytulał mnie i całował, nawet nie odprowadzał mnie do domu.

Wracałam sama z głodem, jaki obudzić może jedynie taki wspaniały mężczyzna - mój, bo przecież  przed chwilą mnie całował, a tak bardzo niedostępny, obcy.

Nie wiem skąd mi się wzięło podejrzenie, przeczucie raczej, że ma kogoś.  O kim nikt nie wie, nikt nawet się nie domyśla, kogoś, kto jest jego wielką miłością ukrytą tam, w mieszkaniu. A może gdzieś po za nim? A może gdzieś daleko? Być może byli rozdzieleni? Bo najwyraźniej cierpiał. A we mnie byle podejrzenie wywoływało atak płaczu. Niczego ode mnie nie chce, bo ma inną.

Lęk stawał się rozpaczą. Chciałam dowiedzieć się wszystkiego. Niech się nawet potwierdzą moje podejrzenia. Uważnie przyglądałam się rzekomym interesantkom, śledziłam ich każdy ruch, spojrzenie, ale niczego nie dostrzegłam. To tamta jest przeszkodą, nieznajoma przez którą cierpi, której pragnie, tęskni. Jednak o żonie mówił bez emocji. To nie ona. Gdzieś jest kobieta, która mu sprawia ból i o ten ból, skryty tak głęboko byłam zazdrosna. Bardzo. Mnie to też bolało. Nigdy o tym nie wspominałam. A on niczego nie dał mi do zrozumienia. Wiem jednak, aż nadto dobrze; każdy człowiek ma jakąś swoja wielką tajemnicę, która boli. 

Dziwne jak to nasze chodzenie razem, bo tak  to chyba można nazwać, było chłodne. Co z tego, że ja byłam nim zafascynowana, że popłakując wieczorami pragnęłam wiedzieć o nim wszystko, mieć go?

Wreszcie to się stało. Któregoś wieczoru, kiedy wyszliśmy z knajpy trochę spici, ale nie za bardzo, taksówka odwiozła nas we dwoje na daleki Grochów.

Mieszkanie było rzeczywiście  duże, ale dziwnie puste. Nie dostrzegłam kobiecej ręki, a może nie było zbyt wiele czasu, żeby się rozejrzeć? Krzątał się nerwowo. Było jasne, że zaraz pójdziemy do łóżka. To był tapczanik. Mały

Nie zwlekałam ze zdjęciem sukni, ale on był szybszy. Już leżał przykryty kołdrą, rozebrany. Obyło się bez gry wstępnej. Widziałam, że ma wypieki i jest podniecony. Naprawdę nie było czasu na pieszczoty. Poczułam go, a potem usłyszałam jakiś dziwny pisk i ... było już po wszystkim.

Kiedy się ubierałam nie spał. Zerkał na mnie. Wyczekująco? Może. Czemu? .

Wracałam  pustym tramwajem z pętli w stanie otępienia. Wiedziałam już; jej nie ma. Ona, czy może on, to była tylko moja wyobraźnia. Teraz  wolna już od rozpaczy i spokojna, wrócę do swojej klitki i do swoich pluskiew.

 

 

Komentarze (26)

  • To jest studium kobiecej przebiegłości i wytrwałości w dążeniu do celu a potem samotny powrót do swoich "pluskiew". Poczułam się jak w sercu mężczyzny, chociaż oni inaczej zdobywają... Czyta się.

    • Nata Re
    • 05 grudnia 2011, 19:23:49

    moja nowa refleksja - jakbyśmy tworzyli coś w swojej wyobraźni, coś co później zderzając się z odkrywaniem kolejnych chwil rzeczywistych, staje się zupełnie czymś innym, poza naszym postrzeganiem. wyobrażenia to potęga, która nami włada, to mnie chyba najbardziej poruszyło, a koniec jakby na miejscu ze wszystkim, ułożony w przekaz, które jest wielowymiarowy... moja wyobraźnia poruszona i znam tą postać bohaterki jest mi bliska jak moje doświadczenia :) świetne opowiadanie z przyjemnością po raz kolejny, uwielbiam tą łatwość przekazu!

  • Jak zawsze świetne studium psychologiczne."Madame Bovary to ja":)) Bardzo!

  • Dziękuje Reniu. Lubie skracać. Po co ludzi męczyć

    • Nata Re
    • 05 grudnia 2011, 19:31:38

    ani ani, obydwie formy akceptowalne na moim poziomie wiedzy :p obydwie trzymają czytelnika w napięciu, a tekst sam płynie :) to się ceni u Ciebie!

  • Zgrabnie i ciekawie.

    • m c
    • 05 grudnia 2011, 20:04:07

    To jest świetne. Bardzo lubię ten Pani styl. Unikalny, oszczędny, wyważony, i ta duża czcionka, tak charakterystyczne dla Pani publikacji:)Tak sobie myślę, że jest w nim coś z pozytywizmu... Pani bohaterka to troszeczkę taki Wokulski w wersji kobiecej - że tak powiem... Taka trochę nieszczęśliwa miłość... Jakże pięknie potrafi Pani opisywać relacje damsko-męskie. Mistrzostwo świata. Puenta utworu bardzo zaskakująca, wciąż mnie zastanawia, jeśli chodzi o ten "pisk";), hihi, to jak mniemam, bohater - że tak powiem - nie wypadł chyba najlepiej;) Tak to można odczytać;) Jednak całość przedstawionej historii urocza, może również przez wzgląd na intrygujący opis literatów, środowiska. Ale u Pani w tekstach te tropy są znamienne.

    Długo Pani każe nam czekać na swoje kolejne opowiadania. A szkoda...
    Pozdrawiam Panią.
    T.

  • świetny.

  • Grażynko , Reniu, cieszę się.
    Jarku, być Floubertem to jest to, o czym zawsze marzyłam (żarcik, oczywiście)
    Małgosiu, Olu - wielkie dzięki
    A jeśli chodzi o Pana, panie Tomku, to kiedy Pan to pisał o 20.04 mnie paliły policzki. Nie wiedziałam czemu.

  • A ja Wam coś powiem. Czekam na kolejną książkę Wandy. Zatem, kiedy następna publikacja ?

  • Coraz bardziej się streszczam, więc to raczej długo potrwa. Marzy mi się 1000 stron, ale nie potrafię.

  • Mnie też zastanawiam podobnie jak Tomka ten pisk... I chyba dobrym tropem jest ten bohater i to że nie wypadł za dobrze, a raczej za szybko:) Może właśnie dlatego że tak długo na top czekał? Ciekawe przedstawienie problemu, ale tutaj wiele odgrywa ta kobieta. Dlaczego nie potrafiła okazać Wiesławowi że coś czuje? Ja wiem, kobieca natura, to facet musi pokazać pierwszy...
    Potrafi Pani wciągnąć czytelnika, to chyba wielka sztuka. Gratuluję!:) Pozdrawiam

  • Mnie też zastanawiam podobnie jak Tomka ten pisk... I chyba dobrym tropem jest ten bohater i to że nie wypadł za dobrze, a raczej za szybko:) Może właśnie dlatego że tak długo na top czekał? Ciekawe przedstawienie problemu, ale tutaj wiele odgrywa ta kobieta. Dlaczego nie potrafiła okazać Wiesławowi że coś czuje? Ja wiem, kobieca natura, to facet musi pokazać pierwszy...
    Potrafi Pani wciągnąć czytelnika, to chyba wielka sztuka. Gratuluję!:) Pozdrawiam

    • . .
    • 05 grudnia 2011, 22:03:54

    Po prostu bał się chłopak bohaterki jeszcze bardziej niż ona jego. Ot, co...

  • Dlaczego - zawsze domysły są ciekawsze od rzeczywistości - pozdrawiam serdecznie

  • Pisk mnie rozśmieszył do łez:)))

  • Wszystkim nadawcom liścików ze znaczkiem bardzo dziękuję, tym bardziej, że jakoś nikt w swej życzliwości nie chce, żebym napisała od nowa. (nie warto?)

  • To zdolność zwięzłej narracji, nie każdy tak potrafi. Bez miałkości, upiększaczy, a efekt jest bardzo dobry. Cieszę się, że jest ostatni akapit, tu się wiele dzieje. Wyobrażenie kobiety pryska, ale dla mnie nie tyle obcej, co jej samej. Męka Wiesława ("Gdzieś jest kobieta, która mu sprawia ból") była spowodowana narratorką, a narratorki chorobliwą zazdrością, może strachem, wycofaniem, idealizowaniem Wiesława. Dobrze że to Wiesław jako postać pod koniec pęka, a co za tym idzie, cała jego nadbudowa stworzona przez bohaterkę. Przewrotnie, oboje byli wyobraźnią. Pisk jak pisk, dla mnie oczywisty. A do tego, czego bym się czepił, to pierwsze zdanie. Strasznie mnie wycofało tą swoja arbitralnością. Pozdrawiam kłoniście.

  • Pani styl jest czysty. Ta wstrzemięźliwość sprawia, że czytelnik ma u Pani pole do popisu, nie ma szansy się znudzić. Bardzo dobry tekst.

  • Za wcześnie opublikowałam. Zaraz po napisaniu. Tego się nie powinno robić.ra Dla porzadku, dla dokumentacji umieszczę tu wersję popwioną. A i tak pewno nie ostateczną.

    Rozpacz.

    Cierpienie z miłości to uczucie, które czasami mnie unicestwia.
    Mieszkałam wtedy w pokoiku, które wynajmowałam za ćwierć pensji. Ćwierć pensji to nie było drogo. Pokój był mały, zapluskwiony, ale miał duże okno z widokiem na ulicę Złotą. Pracowałam w urzędzie, który zapewne od dawna nie istnieje, a który zajmował się dystrybucją filmów. Ja i dwóch kolegów gromadziliśmy fiszki i fotosy nie mając wiele do roboty. Obydwaj byli żonaci, obydwaj byli artystami, a zaczepili się tu z braku innego zajęcia. Jak na ówczesne czasy eleganccy, tą nonszalancką elegancją, rzadką w peerelu, jaką szczycić się mogli jedynie absolwent KULu i Filmówki.
    Ja zakochałam się w poecie , tym po KULu.
    W tamtych czasach utwory poetyckie, jeśli kogoś nie drukowano rozpowszechniało się drogą wymiany, z rąk do rąk. Publikacja to była rzadkość i oczywiście niebywały prestiż. Mój kolega przechadzał się po redakcjach, bez skutku, więc byłam jego czytelniczką pierwszą i jedyną. Sama pisałam scenariusze nie mogąc żadnego skończyć.
    W biurze czas spędzaliśmy na rozmowach, a nawet mogliśmy we troje pod byle pretekstem poszwendać się po mieście. Pamiętam szaleńczy śmiech, kiedy któregoś dnia, kolejno albo razem strojąc miny robiliśmy zdjęcia w automacie. Nie mam ani jednego. Gdzieś zginęły.
    Dam im imiona, byle jakie, będzie mi łatwiej o nich opowiadać, a więc niech jeden będzie Wiesław, drugi Andrzej. Wiesław był poetą .
    Mieć tak blisko siebie z powodu ciasnoty w biurze mężczyznę atrakcyjnego i nie zakochać się było niemożliwe. Z żoną podobno się rozwodził, ona odeszła z innym, był sam w swoim obszernym jak na ówczesne czasy mieszkaniu gdzieś na peryferiach. Wokół niego kręciło się dużo kobiet.
    On też był mną zainteresowany, a więc zaczęłam podziwiać jego wiersze. Wydawał się przy mnie wręcz onieśmielony. To lep. Jak złapie, nie popuści. Widziałam jego oczy, twarz, łowiłam jego spojrzenie, śledziłam ruchy... Był tuż. Jego biurko stało naprzeciwko mojego biurka.
    Przychodzili interesanci, a więc przychodziły tu również one. Widziałam, że tę, czy tamtą coś z nim łączy. Coś miedzy nimi było, albo będzie, miałam nadzieje, że on je odtrąca, ale kiedy wychodzili razem załatwić rzekomo na mieście jakąś pilną sprawę, jedyne czego chciałam, to dowiedzieć się, gdzie są, co robią.
    I tak zwolna, niepostrzeżenie zagnieździł się we mnie lęk, niepewność. Szukałam oparcia w drugim, tym Andrzeju, ale wyłącznie jako przyjacielu. Bo nie zwierzałam mu się. Nigdy się nie zwierzam. To on mi opowiadał o żonie i o studiach, po których, póki co, nie ma propozycji pracy . Trzymałam się go kurczowo, wypełniał czas oczekiwania na Wiesława.
    A Wiesław wracał do biura ożywiony.
    Zdarzało się, że wychodziliśmy razem wieczorami, ale to były spotkania towarzyskie. Miał dużo znajomych wśród poetów, a ja, onieśmielona nie odzywając się prawie wcale podziwiałam jedynie jego erudycję, dowcip. W czasie tych spotkań, to w knajpie, to u kogoś, nie powiem, przytulał mnie i całował nawet, ale to było wszystko.
    Wracałam sama z głodem, jaki obudzić może jedynie mężczyzna – mój przecież, bo trzymał mnie w objęciach, a tak bardzo, wydawało się, niedostępny, obcy.
    Nie wiem skąd mi się wzięło podejrzenie, przeczucie raczej, że ma kogoś, o kim nikt nie wie, nikt nawet się nie domyśla, kogoś, kto jest jego wielką miłością ukrytą tam, w mieszkaniu. A może gdzieś po za nim? A może gdzieś daleko? Być może byli rozdzieleni? Nie zdradzał się z tym, że cierpiał. A we mnie byle podejrzenie wywoływało atak płaczu. Niczego ode mnie nie chce, bo ma inną.
    Lęk stawał się rozpaczą. Chciałam dowiedzieć się wszystkiego. I niech się nawet potwierdzą moje podejrzenia. Uważnie przyglądałam się rzekomym interesantkom, śledziłam ich każdy ruch, spojrzenie, ale niczego nie dostrzegłam. To tamta jest przeszkodą, nieznajoma, za którą tęskni, której pragnie. Jednak o żonie mówił bez emocji. To nie ona. Gdzieś jest kobieta, która mu sprawia ból i o ten ból, skryty głęboko, niewidoczny, byłam zazdrosna. Mnie to też bolało.
    Nigdy o tym nie wspominałam. A on niczego nie dał mi do zrozumienia. Wiem jednak, aż nadto dobrze; każdy człowiek ma jakąś swoja wielką tajemnicę, która boli.
    Czekałam nadaremnie, aż to nasze chodzenie razem doprowadzi nareszcie do zbliżenia. Pragnęłam wiedzieć o nim wszystko, mieć go.
    Wreszcie to się stało. Któregoś wieczoru, kiedy wyszliśmy z knajpy trochę spici, ale nie za bardzo, taksówka odwiozła nas we dwoje na daleki Grochów.
    Mieszkanie było rzeczywiście duże, ale dziwnie puste. Nie dostrzegłam kobiecej ręki, a może nie było zbyt wiele czasu, żeby się rozejrzeć. Krzątał się nerwowo. Rozłożył wersalkę, posłał. Zaraz pójdziemy do łóżka. Jasne.
    Nie zwlekałam ze zdjęciem sukni, ale on był szybszy. Już leżał przykryty kołdrą, rozebrany. Obyło się bez gry wstępnej. Widziałam, że ma wypieki i jest podniecony. Naprawdę nie było czasu na pieszczoty. Poczułam go, a potem usłyszałam jakiś dziwny pisk i ... było już po wszystkim.
    Kiedy się ubierałam nie spał. Zerkał na mnie. Wyczekująco? Może. Czemu? .
    Wracałam pustym tramwajem z pętli w stanie otępienia. Wiedziałam już; jej nie ma. Ona, czy może on, to była tylko moja wyobraźnia. Teraz wolna już od rozpaczy i spokojna, wrócę do swojej klitki i do swoich pluskiew.

  • Kolejna poprawka. Poprzednią unieważniam.

    Rozpacz.
    Mieszkałam wtedy w pokoiku, które wynajmowałam za ćwierć pensji. Ćwierć pensji to nie było drogo. Pokój był mały, zapluskwiony, ale miał duże okno z widokiem na ulicę Złotą. Pracowałam w urzędzie, który zapewne od dawna nie istnieje, a który zajmował się dystrybucją filmów. Ja i dwóch kolegów gromadziliśmy fiszki i fotosy nie mając wiele do roboty. Obydwaj byli żonaci, obydwaj byli artystami, a zaczepili się tu z braku innego zajęcia. Jak na ówczesne czasy eleganccy, tą nonszalancką elegancją, rzadką w peerelu, jaką szczycić się mogli jedynie absolwent KULu i Filmówki.
    Ja zakochałam się w poecie , tym po KULu.
    W tamtych czasach utwory poetyckie, jeśli kogoś nie drukowano rozpowszechniało się drogą wymiany, z rąk do rąk. Publikacja to była rzadkość i oczywiście niebywały prestiż. Mój kolega przechadzał się po redakcjach, bez skutku, więc byłam jego czytelniczką pierwszą i jedyną. Sama pisałam scenariusze nie mogąc żadnego skończyć.
    W biurze czas spędzaliśmy na rozmowach, a nawet mogliśmy we troje pod byle pretekstem poszwendać się po mieście. Pamiętam szaleńczy śmiech, kiedy któregoś dnia, kolejno albo razem strojąc miny robiliśmy zdjęcia w automacie. Nie mam ani jednego. Gdzieś zginęły.
    Dam im imiona, byle jakie, będzie mi łatwiej o nich opowiadać, a więc niech jeden będzie Wiesław, drugi Andrzej. Wiesław był poetą .
    Mieć tak blisko siebie z powodu ciasnoty w biurze mężczyznę atrakcyjnego i nie zakochać się było niemożliwe. Z żoną podobno się rozwodził, ona odeszła z innym, był sam w swoim obszernym jak na ówczesne czasy mieszkaniu gdzieś na peryferiach. Wokół niego kręciło się dużo kobiet.
    On też był mną zainteresowany, a więc zaczęłam podziwiać jego wiersze. Wydawał się przy mnie wręcz onieśmielony. To lep. Jak złapie, nie popuści. Widziałam jego oczy, twarz, łowiłam jego spojrzenie, śledziłam ruchy... Był tuż. Jego biurko stało naprzeciwko mojego biurka.
    Przychodzili interesanci, a więc przychodziły tu również one. Widziałam, że tę, czy tamtą coś z nim łączy. Coś miedzy nimi było, albo będzie, miałam nadzieje, że on je odtrąca, ale kiedy wychodzili razem załatwić rzekomo na mieście jakąś pilną sprawę, jedyne czego chciałam, to dowiedzieć się, gdzie są, co robią.
    I tak zwolna, niepostrzeżenie zagnieździł się we mnie lęk, niepewność. Szukałam oparcia w drugim, tym Andrzeju, ale wyłącznie jako przyjacielu. Bo nie zwierzałam mu się. Nigdy się nie zwierzam. To on mi opowiadał o żonie i o studiach, po których, póki co, nie ma propozycji pracy . Trzymałam się go kurczowo, wypełniał czas oczekiwania na Wiesława.
    A Wiesław wracał do biura ożywiony.
    Zdarzało się, że wychodziliśmy razem wieczorami, ale to były spotkania towarzyskie. Miał dużo znajomych wśród poetów, a ja, onieśmielona nie odzywając się prawie wcale podziwiałam jedynie jego erudycję, dowcip. W czasie tych spotkań, to w knajpie, to u kogoś, nie powiem, przytulał mnie i całował, ja oddawałam pocałunki, ale to było wszystko.
    Wracałam sama z głodem, jaki obudzić może jedynie mężczyzna – mój przecież, a tak bardzo przecież, wydawało się, niedostępny, obcy.
    Nie wiem skąd mi się wzięło podejrzenie, przeczucie raczej, że ma kogoś, o kim nikt nie wie, nikt nawet się nie domyśla, kogoś, kto jest jego wielką miłością ukrytą tam, w mieszkaniu. A może gdzieś po za nim? A może gdzieś daleko? Być może byli rozdzieleni? Nie zdradzał się z tym, że cierpiał. A we mnie byle podejrzenie wywoływało atak płaczu. Niczego ode mnie nie chce, bo ma inną.
    Lęk stawał się rozpaczą. Chciałam dowiedzieć się wszystkiego. I niech się nawet potwierdzą moje podejrzenia. Uważnie przyglądałam się rzekomym interesantkom, śledziłam ich każdy ruch, spojrzenie, ale niczego nie dostrzegłam. To tamta jest przeszkodą, nieznajoma, za którą tęskni, której pragnie. Jednak o żonie mówił bez emocji. To nie ona. Gdzieś jest kobieta, która mu sprawia ból i o ten ból, skryty tak głęboko, jak by go wcale nie było, byłam zazdrosna. Mnie to też bolało.
    Nigdy o tym nie wspominałam. A on niczego nie dał mi do zrozumienia. Wiem jednak, aż nadto dobrze; każdy człowiek ma jakąś swoja wielką tajemnicę, która boli.
    Czekałam nadaremnie, aż to nasze chodzenie razem doprowadzi nareszcie do zbliżenia. Pragnęłam wiedzieć o nim wszystko, mieć go.
    Wreszcie to się stało. Któregoś wieczoru, kiedy wyszliśmy z knajpy trochę spici, ale nie za bardzo, taksówka odwiozła nas we dwoje na daleki Grochów.
    Mieszkanie było rzeczywiście duże, ale dziwnie puste. Nie dostrzegłam kobiecej ręki, a może nie było zbyt wiele czasu, żeby się rozejrzeć. Krzątał się nerwowo. Było jasne, ze zaraz pójdziemy do łóżka. Rozłożył wersalkę, posłał.
    Nie zwlekałam ze zdjęciem sukni, ale on był szybszy. Już leżał przykryty kołdrą, rozebrany. Obyło się bez gry wstępnej. Widziałam, że ma wypieki i jest podniecony. Naprawdę nie było czasu na pieszczoty. Poczułam go, a potem usłyszałam jakiś dziwny pisk i ... było już po wszystkim.
    Kiedy się ubierałam nie spał. Zerkał na mnie. Wyczekująco? Może. Czemu? .
    Wracałam pustym tramwajem z pętli w stanie otępienia. Wiedziałam już; jej nie ma. Ona, czy może on, to była tylko moja wyobraźnia. Teraz wolna już od rozpaczy i spokojna, wrócę do swojej klitki. Czy go kocham, i czy on mnie kocha okaże się dopiero jutro.

  • Rzadko się zdarza, żeby zainteresowało mnie opowiadanie o relacjach damsko-męskich, a w ten tekst wpadłam jak śliwka w kompot :)Nie mogłam się oderwać.

  • Trzecia wersja najlepsza.

  • tak, ten pisk jest w całym tekście bodaj najbardziej fascynujący.mnie również rozbawił. wydaje mi się , że zakończenie (ostatnie) jest najbardziej trafione, choć... czytelnik pewnie mógłby się troszkę pobić z myślami, gdyby mu ofiarować owe pluskwy z ulicy Złotej. w sumie oki.

  • Tekst bardzo prawdziwy. Pod osłoną słów i gestów chodzi tylko o jedno. Ponieważ tego nie dostała, poszła sobie.

    I jeszcze to zdanie : "On też był mną zainteresowany, a więc zaczęłam podziwiać jego wiersze." Tak ten świat jest skonstruowany (?) że nie ma nic za darmo.

  • Zainspirowała mnie Pani swoją otwartością. Podziwiam.

Musisz być zalogowany, żeby dodawać komentarze. Zaloguj się
Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się