Przybysze

Autor: Wanda Szczypiorska, Gatunek: Proza, Dodano: 12 kwietnia 2013, 17:17:11, Tagi:  koza

 

                                                      Przybysze

 

 Pojawili się nagle. Patrzyłam ukradkiem zza firanki. Szli drogą wokół gęsiego stawu. Trzech chłopców. Dwóch małych  i jeden dość wysoki.  Na pewno domyślili się, że ich śledzę, bo kiedy przechodzili pod moim oknem, któryś gwizdnął. Minęli staw, byłe czworaki, w których mieszkali pracownicy stoczni, szkołę i drogą wśród poletek nieskoszonego jeszcze żyta ruszyli w stronę lasu. Las nie mógł być ich celem. Chyba zboczyli na pagórek. Na pewno mają ze sobą papierosy. Zapalą, ale później. Teraz jeszcze nie.

       

Pobiegłam do Brygidy powiedzieć, że już są,. Truda  gdzieś w  rowie pasie kozę  i niby przez przypadek, niby to od niechcenia przypędzi ją na miedzę. Truda jest dumna. Ceni się. Nie to co ja. Ja jestem gotowa biec za nimi. To przecież chłopcy z miasta. Może nie tyle z samej Gdyni, co z przedmieścia. Chodzę tam do szkoły. Skończyłam w lipcu jedenaście lat, i po wakacjach będę w siódmej klasie. W Pogórzu, są tylko cztery klasy. Dwie moje  przyjaciółki, Truda i Brygida maja to już za sobą..

 

Nie wiemy kim są chłopcy. Mają dwanaście, może trzynaście lat. Najwyższy i najstarszy ma na imię Radek. Ten Radek dzisiaj przyszedł do mnie. Bo chociaż wszystkie trzy jesteśmy takie sobie, ja mam kręcone włosy. Gisia pucułowatą  twarz, a Truda bardziej niż dziewczynę przypomina chłopca. Tych z miasta poznałyśmy poprzedniego dnia, kiedy  siedziałyśmy na pagórku, a koza pasła się w pobliżu. Podeszli do nas niezbyt pewni siebie i coś zaczęli gadać. Potem usiedli bardzo blisko. Czego chcieli? Nie tego chyba, czego chcą od nas nasi chłopcy. Z chłopcami ze wsi gramy w klipę. Nic po za tym.

 

Siedziałyśmy onieśmielone, a tamci gadali miedzy sobą o czymś czego nie rozumiałam, lecz Truda, chyba tak. Ci mniejsi chichotali, a ten wysoki, ubrany w marynarkę usiadł przy mnie. Blisko. Potem ten Radek, (mówili do niego Radek), przysunął się jeszcze bliżej. Pół leżąc obok mnie zapalił papierosa. Miał taki dziwny wyraz twarzy. Bezczelny i onieśmielony. Właściwie leżał z tyłu za mną i jakoś tak się stało, że w pewnej chwili poczułam jego dotyk. W lewej ręce trzymał tlącego się papierosa, ale prawą niezręcznie manipulował tuż przy moim udzie. Nie śmiałam się poruszyć. Gisia podniosła się, jak gdyby chciała odejść. Truda siedziała pomiędzy tamtymi dwoma. Szturchali ją z dwóch stron, a ona tego z prawej odpychała łokciem. My dwoje byliśmy osobno. Bo ze mną działo się coś dziwnego. Drżałam.

 

Potem oni poszli w stronę boiska do siatkówki, a może w stronę szosy zwanej serpentyną, a my, prowadząc kozę, prosto do wsi. Radek powiedział, że znów przyjdą. Zgodnie, choć każda na swój sposób, dałyśmy im do zrozumienia, że nas to nie obchodzi. Mnie jednak skrycie obchodziło. One wiedziały już co nieco, lecz ja do dzisiejszego dnia nie miałam pojęcia jak to jest, kiedy się dotknie chłopca. Wciąż było mi gorąco, trochę wstyd, a jednocześnie miałam uczucie satysfakcji. Z nas trzech ja byłam tą  wybraną. Tylko ja. Ten Radek należał do mnie.

                    

          

           Krzyczę do Gisi  - Przyszli!

          

Biegniemy do mojego domu. Trzeba się przebrać . Przez cały dzień chodziłam boso, w pośpiechu myję nogi. Gisia  policzki ma czerwone. Pomalowała je burakiem. Spojrzałam w lustro. Loczki mam niczym aureola. Nieźle. Czegoś się jednak boję. Że odejdą?  Więc chodźmy już.

                     

Biegniemy. Tylko kawałek i zwalniamy. Dalej idziemy wolno. Coraz wolniej. Czuję się dość niepewnie. Niepokój jakiś. Podniecenie? Czemu?  

                     

Mijamy ogród szkolny i nagle Gisia nie chce dalej iść. Nie chce i już. Nie pójdzie.  Bo Trudzie kazali niańczyć dziecko, a kozę uwiązali. Teraz dopiero o tym mówi? E tam, Zapomniała. Ale bez Trudy nie ma po co. Ci chłopcy są jacyś dziwni. Bo nie wiadomo czego chcą. Przecież ja też się boję. A mimo to pokusa jest zbyt silna. Pójdę. Coś się takiego ze mną dzieje, że muszę  znów zobaczyć tego Radka.

                    

Gisia, kuca pod  krzakiem głogu przy szkolnym ogrodzeniu. Będzie czekać. A ja nie rezygnuję, idę sama. Są tam, na górce, wiem, bo słyszę głosy. Leżą za krzakiem, palą papierosy. Czuję. Są czymś zajęci, mnie nie widzą. Jeszcze krok. Radek podnosi głowę. Nie jest zadowolony, coś usiłuje schować za plecami, a tamci dwaj maja niepewne miny.

                    

           R                R adek siada i mówi do mnie – Po co przyszła?

           

 Po co? Nie wiem. Lecz stoję. Tamci się śmieją. Ze mnie? Radek nie. Znów ma ten dziwny wyraz twarzy. Zarazem chytry i nieśmiały.                          

 

Komentarze (14)

    • Szel _
    • 12 kwietnia 2013, 17:21:06

    hahah Wandziu ale jestes przewrotna ;)))))))))))))))))))))
    sadzilam ze przegapilas moj komentarz na Trumlu
    a tu prosze 'koza' wyladowala honorowo w tagach :)

  • No i nie wiem, czy tytuł "Koza" nie byłby lepszy, niż ci enigmatyczni "Przybysze", co brzmi trochę jak "Kosmici".
    Jak zwykle, opowiadanie świetnie napisane, pełne wewnętrznego napięcia i niedomówień.

  • Była na temat tytułu dyskusja z panem Jakóbem, ale na ten przystał.

    • Szel _
    • 12 kwietnia 2013, 17:36:03

    i co Jakóbowi nie pasowalo w kozie? przeciez to kwintesencja calego opowiadania :)

  • Zdzisławie, kosmici są wśród nas :)

    Nieźle, Pani Wando, naprawdę nieźle :)

    • . .
    • 12 kwietnia 2013, 17:50:53

    Już mówiłem, bo już czytałem- ŚWIETNE :)))

    • Nata Re
    • 12 kwietnia 2013, 18:09:37

    rewelacja!

  • Zupełnie inna Wanda. Mnie się podoba.

  • Wdzięczna jestem za zainteresowanie. Dziekuję.

  • Nie mam już dzisiaj siły tego czytać tak pozno. Wrócę jutro! Pzdr.

  • Wspaniałe opisy;)

  • Moim zdaniem koza lepsza.
    A poza tym świetne. Pani wie, kiedy i jak uciąć.

  • Wróciłam! Spodobało się :))) Pzdr.

  • przeczytałam z ogromną przyjemnością! Pozdrawiam serdecznie :))

Musisz być zalogowany, żeby dodawać komentarze. Zaloguj się
Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się