Próbuję sobie przypomnieć

Autor: Wanda Szczypiorska, Gatunek: Proza, Dodano: 11 listopada 2010, 22:44:51

          Próbuje sobie przypomnieć, jak się to zaczęło. Chyba zupełnie zwyczajnie od znajomości w bibliotece na Koszykowej. Najpierw spojrzenia ponad stolikami, potem wyjście na papierosa niby to przypadkowe. A potem jakoś tak się złożyło, że wyszliśmy z biblioteki razem. Tylko, że ja jadę na Mokotów, a on na Bielany, a więc w różne strony. To nic. To drobiazg. Odprowadzi mnie na Mokotów.

          Ładny chłopak. Jego zdjęcia, kiedy już go nie było długo przyprawiały mnie o ściśnięcie serca. Ładny i niewinny. Może jakieś szkolne miłości, ale nic z tych rzeczy. Ale wtedy nie wiedziałam jeszcze, że jest niewinny, tylko, że bardzo młody. Spotykaliśmy się na mieście, kiedy u niego kończyły się wykłady. Kiedyś poszliśmy do teatru i nawet widzę siebie na wąskich schodach, którymi w teatrze Współczesnym wchodzi się na balkon - siebie w obcisłej sukni, jedynej porządnej, jaką miałam, widzę się jego oczami, bo pamiętam, jak na mnie patrzył.

          Spotykaliśmy się, kiedy nie miałam dyżuru. Tej jesieni wzięłam urlop dziekański na rok i pracowałam w Domu Dziecka. Nie wiem dlaczego to zrobiłam. Pensja była niewiele większa od stypendium, a do pracy z dziećmi nie nadawałam się wcale – trochę się ich bałam. W Domu Dziecka panował wojskowy reżim. Stary budynek zachował się od przedwojnia w prawie nienaruszonym stanie. Mnie wydawał się bardzo stary. Wnętrze miało specyficzny zapach. Przychodziłam o szóstej rano kiedy zapach wydawał się najintensywniejszy i powoli się przyzwyczajałam. O szóstej rano było jeszcze cicho.

           Teraz to się mówi; dzieci z rodzin patologicznych, ale ja sobie z tego nie zdawałam sprawy. Dzieci, jak dzieci. Tyle tylko, że nic nie miały na własność.. Ani ubrań, ani zabawek. Nic. Plan dnia, niezmienny, zaczynał się od pobudki - dzwonka, który budził dzieci. Rozsuwałam story i mówiłam bardzo głośno

         -Wstawać.  

         Parami do umywalni. Wszędzie chodziło się parami. Na wąskich schodach było zimno. Wszystko tu było stare, szare i miało ten specyficzny zapach, a w umywalni była wilgoć. Dyscyplina i nieskazitelny porządek, takie wymagania.

             Z Andrzejem spotykałam się wieczorami i łaziliśmy bez celu nie mając się gdzie schronić. Od początku tak się porobiło pomiędzy nami, że chcieliśmy być sami tylko we dwoje, zupełnie sami, jak gdyby nikt oprócz nas nie istniał. Nie wiedziałam nawet, czy on ma jakichś kolegów. Pewno miał, był chłopakiem z dobrego domu. Nikogo nie poznałam. Nie zachodziliśmy do kawiarni. Po co? Mówił mi o miłości. A ja? Nie wiem. Tuliliśmy się siedząc na ławce w parku. Po to żeśmy się spotykali, żeby być blisko siebie, żeby do siebie przylgnąć. W kinie kupował bilety w ostatnim rzędzie. Odprowadzał mnie do drzwi w bloku. Dopóki nikt nie nadszedł mogliśmy się całować na korytarzu. Potem żeśmy się rozstawali. Przecież o szóstej rano musiałam być w Domu Dziecka.

          Jako niewykwalifikowana miałam dyżury na zastępstwo i od czasu do czasu dyżury nocne. Tego się trochę bałam. Dyżur nocny zaczynał się wtedy, kiedy wychodził ostatni wychowawca i kiedy już wszyscy spali. Spali? Nie wiem. Którejś nocy usłyszałam stłumiony, przyduszony przez kołdrę płacz. To moment. Nawet nie wiem z której dochodził sypialni.

          Zaraz po objęciu dyżuru chodziłam po korytarzach, a potem drzemałam pół siedząc, pół leżąc w jakimś zacisznym kącie. Coś przecież mogło się wydarzyć. Ale nic się nigdy nie wydarzyło. Drzwi do wszystkich sypialni były przez całą noc otwarte. Czasami jakieś zaspane dziecko wędrowało do ubikacji.            Na trzecim piętrze Domu Dziecka nie było już sypialni tylko jakieś składziki, magazyny, ambulatorium i izolatka dla chorych. Nikt nie chorował zakaźnie i izolatka stała pusta.

           Postanowiłam, że stanie się to właśnie tu, podczas nocnego dyżuru. Nie było innej możliwości. Pewnego razu próbował pożyczyć pokój od kolegi, ale to było kompletne fiasko. Nie chciałam nawet zdjąć płaszcza. Nie chciałam usiąść na tapczanie. Jestem pewna, że kiedy wyszliśmy na ulicę, on także poczuł ulgę.

           Powiedziałam mu o swoim pomyśle, a właściwie dałam do zrozumienia, ostrożnie, półsłówkami. Było ciemno, wiec nie widziałam jego twarzy, ale mnie mocniej objął – tak. Teraz trzeba było się zastanowić jak to zrobić. Wieczorem ktoś mógłby się jeszcze kręcić. Może o jedenastej? Musi wymyślić jakiś pretekst, żeby się wyrwać z domu. Mieszkał w innej dzielnicy. Kawał drogi.

          Był jeszcze palacz w kotłowni pełniący rolę stróża, ale pewno uda się jakoś przemknąć przez podwórze. Ambulatorium nie zamykano. Nocny dyżurny musiał mieć do niego dostęp, coś się mogło wydarzyć przecież, ból brzucha, albo skaleczenie. W grafiku miałam dyżur nocny następnego dnia.                 Tego wieczoru przyszłam nieco wcześniej, kiedy wychowawczynie dzienne kładły dzieci spać. Przytłumiony gwar cichł (tu się nie hałasuje – nie wolno). Była dziewiąta wieczór. Wszyscy w łóżkach. Któreś z dzieci przemykało jeszcze z sypialni do sypialni ( też nie wolno). Wychowawczynie dzienne były już po pracy, ale jakoś się nie spieszyły do wyjścia. Widać było, że nie dowierzają komuś takiemu, jak ja, „bez doświadczenia”. Jednak w końcu poszły. Zostałam wreszcie sama w ciężkiej, przytłaczającej ciszy czując już tylko niepokój. I podniecenie? Pewno tak. Poszłam na górę sprawdzić, czy izolatka jest otwarta. Była. Nie trzeba nawet zapalać światła. Światło latarni z ulicy rozświetlało sufit. Jedno łóżko przy ścianie zasłane prześcieradłem, w szafie znalazłam koc. Zeszłam na dół. Jeszcze godzina. Chodziłam po korytarzach bojąc się, że usłyszę płacz. Ale nikt nie płakał. A jeśli nawet płakał, starał się to ukryć. Szmery. Nie wszyscy jeszcze spali. Niech już zasną, niech zasną. Jeszcze pół godziny. Zeszłam na parter do sekretariatu skąd widać było bramę i stałam tam po ciemku. Kiedy zobaczę go przy furtce wyjdę i sprawdzę, czy palacz się gdzieś nie kreci. Wydawało mi się że stoję bardzo długo, a Andrzeja nie ma. Nie przyjdzie. I nagle noc wydała mi się okropnie długa, pusta. A wtedy zobaczyłam poruszający się przy bramie cień. Jest. Niepokój podszedł mi do gardła. Cicho otworzyłam wejściowe drzwi i przywołałam go gestem ręki. Przemknął przez podwórze i już tu był. Przy mnie.

          Czy mi się wydawało, czy był jakiś nieswój, jak gdyby wystraszony i nawet mnie nie objął. Szliśmy na górę nasłuchując. On nic nie mówił, ja też, wreszcie znaleźliśmy się w izolatce. I co teraz? Rozebrać się? To ryzykowne. Usiedliśmy na łóżku, a potem leżeliśmy obok siebie. Wydawało się, że jest zupełnie cicho, ale przecież zdawaliśmy sobie sprawę, że nie jesteśmy sami. A to co miało stać się pomiędzy nami przestało być pragnieniem, a stało się obowiązkiem, nieomal koniecznością wykorzystania sytuacji. W końcu po kilku daremnych próbach powiedział mi usprawiedliwiając się, że on nigdy jeszcze, a ja nie wiedziałam, jak mu pomóc. Rozstaliśmy się przed świtem, odprowadziłam go do furtki, palacz na pewno spał. Zapytałam, kiedy się zobaczymy. Powiedział, że zadzwoni.

          Przed szóstą musiałam zająć się dziećmi. Wiedziałam, że część z nich ma przemoczone łóżka. Te, które się moczyły, moczyły się co noc, leżały więc na ceracie wetkniętej pod prześcieradło. Do mnie należało obudzić je, przebrać, zmienić pościel.

         Nie wiedziałam, czy to te same dzieci, które płaczą w nocy.

Komentarze (46)

  • cholernie prawdziwa proza, kawal dobrej roboty :)

  • (luka w tekście to początek nowego akapitu - nie zdążyłam poprawić)

    • grze s
    • 12 listopada 2010, 10:57:10

    nie jestem przekonana do końca co do tej "dobrej roboty". tekst wymaga poprawek - zdarzaja mu sie powtórzenia, interpunkcyjne niedociągnięcia, skróty myślowe - zwłaszcza na poziomie składni jakieś nieporadności (np. brak podmiotu w nowym akapicie, powt. "spójników"...)

    podobnie z językiem. używanie formy "żeśmy" nie jest zbyt eleganckie. rozumiem, że próbuje Pani wprowadzać potoczność, oralnośc, ale warsztatowo nie do końca jest udane.

    podoba mi sie natomiast emocjonalność tego tekstu - w 2 jego cz. - udało sie autorce oddać niepokój oczekiwania, napięcie.

  • Słusznie pani sw ewo. Tylko że ja celowo używam takiej brudnawej składni, a słowa "żeśmy", również celowo i bardzo często ku zgrozie polonistów. Słowo "żeśmy" jest w słowniku

    • grze s
    • 12 listopada 2010, 11:46:25

    proszę nie mówić, że o przecinkach Pani zapomina też celowo..

    • grze s
    • 12 listopada 2010, 11:48:59

    jaki więc ten cel?

    • Emu Emo
    • 12 listopada 2010, 12:11:36

    bardzo niesympatyczna bohaterka. pracuje w domu dziecka i jest taka zimna ryba dla tych dzieci. że dyscyplina, to i ona się tej dyscyplinie poddaje. i jest jak dyscyplina - bezduszna. a przecież widziałam, zwłaszcza w rosyjskich filmach, te biedne wychowawczynie z sercem, pomimo reżimu potrafiły się nad tymi dzieciakami pochylić, nie wszystkie one są patologiczne, a nawet jeśli, to nie ich wina.

    więc niesytmpatyczna postać, do tego jeszcze myśli o tym, żeby uprawiać seks w tym domu dziecka - normalnie nóż w kieszeni się otwiera. czytając dalej tę opowieść, jeśli miałaby ciąg dalszy, marzy mi się, by ta bohaterka skończyła na śmietniku, albo na przykład w niemieckim burdelu, gdzie bita, gwałcona, poniewierana doznaje przebudzenia. wtedy ta opowieść miałaby jakis sens. dla mnie.

  • Maryn Lu, czyżby Pani mówiła serio? Podobno jest Pani oczytana. Dlaczego bohaterka opowiadania ma być sympatyczna? Do tego narratorka? Nie mam zamiaru pisać żałosnych i sentymentalnych powiastek. Mam pisać w pierwszej osobie o kimś idealnym? Kiedy zaczynam czytać coś takiego od razu rzucam w kąt. Cieszę się, że dała Pani świadectwo swojego literackiego smaku.

    • Emu Emo
    • 12 listopada 2010, 15:19:08

    rozumiem, oczywiście, jasne, pani kreuje postać i pani wola, jak ta postać ma wyglądać.

    a mnie ta postać na tyle zniechęca, że nie znajduję potrzeby szukania jej w dalszych rozdziałach. jest przewidywalnie pusta i nudna, autor bowiem nie pokazuje żadnych psychologicznych uwarunkowań, przez co postać ta antypatyczna, staje się antybohaterem. a proszę wrócić do chociażby "Ojca Chrzestnego" i spróbować zrozumieć, dlaczego z szui, mordercy i drania udało się stworzyć kogoś, z kim czytelnik mógł się utożsamić, któremu współczuł, któremu także dopingował - kogoś po prostu interesującego, niezależnie od etycznych uwarunkowań postaci.

    reasumują: stworzyła pani płaski obraz bohaterki i nie zadbała o żadne drugie dno, nie dała asumptu do żadnej refleksji, wystrugała kawałek drewna i postawiła do podziwiania. serca w tym zabrakło droga pani i nieco samodyscypliny przy operowaniu językiem, bo miejscami dziwacznie familiarny jest.

    • Nata Re
    • 12 listopada 2010, 20:26:01

    Pani Wando odkrywanie się w różnych sytuacjach mimo ogromnych chęci, sytuacyjnie okazuje naturalne bariery... jak zawsze odnalazłam swoje własne doświadczenia w Pani opowiadaniu i nie ma tu nic do powiedzenia pierwszy raz, a forma i podany temat wprawiają mnie w nastrój błogi i chce się tylko więcej choćby tylko czytać...

  • Moniko i Reniu - dziekuję

    • . .
    • 12 listopada 2010, 20:51:30

    Pani Wanda Szczypiorska nie potrzebuje mojego wstawiennictwa, mojego zwłaszcza,lecz pozwoli Pani,upomnę szorstko wypowiedzi Mary Lou.

    Czy na pewno, proszę przemyśleć,Pani ML, mając tak niewielką wiedzę, chce Pani plwać na autorów?
    To niebezpieczna gra, może usłyszeć Pani kiedyś zimne "sprawdzam"!

    • Emu Emo
    • 12 listopada 2010, 21:17:09

    pani Saro, czy pani się aby nie zapędza w najbliższy kozi róg? gdzie ja plwam na autora? proszę z łaski swojej przeczytać dokładnie mój komentarz, wówczas może pani zrozumie, jaka jest różnica pomiędzy autorem, a jego tekstem pod pręgierz opinii publicznej wystawionym. albowiem jestem jedną z osób, którym dano taką możliwość, wystawiam swoją ocenę - ocenę czytelniczą. i co by pani chciała sprawdzić? czy w moich żyłach płynie krew z certyfikatem literackim? powinnam być autorem, by móc wyrażać własne zdanie na temat dzieł tu przedstawionych?

    • Emu Emo
    • 12 listopada 2010, 21:19:28

    p.s
    pani Saro, pani już to zimne "sprawdzam" usłyszała. proszę sobie przypomnieć sromotę, z jaką pani z tego wyszła.

  • Pax, pax. Nie wszędzie trzeba szukać Dostojewskiego. A że Pani Sara wróciła i zaszczyca nas dalej tekstami z obu swoich kont w ciągu jednego dnia to znak płodności. Nawiasem mówiąc tekst o zwierzętach bardzo fajny, przypomniał mi jak się moja mama z księdzem po kolędzie kłóciła o to, że mają one zwierzaki duszę.

    Pani Wando: długą przerwę Pani zrobiła ze swoją prozą..To fragment większej całości, w której bohaterka cały czas na pewno o sobie dopowiada?

    • . .
    • 12 listopada 2010, 21:30:58

    Szczęśliwie, umiem rozpoznać przejaw zachowań, które zwą "szpanerstwem". Rozpoznaję na dwie mile. Sromota? Nie większa, niż ta z Pani znajomym "prozaikiem" i jego radami.
    Wiem, że stać Panią na okruchy stylu, elegancji na tyle,że rozróżni Pani rzeczywistą krytykę od ataków tak niewybrednych, konstruowanych dość nielogicznie, jakby Pani traciła kontrolę nad pojazdem.
    Proszę dać szansę szanowania Jej.

    • Nata Re
    • 12 listopada 2010, 21:36:24

    ML przesadzasasz

    • . .
    • 12 listopada 2010, 21:38:02

    Pan Marat.
    Ufam, że Pan nie wypomina mi dzisiejszego dnia!

    • Emu Emo
    • 12 listopada 2010, 21:42:37

    pani z kolei nagminnie leje miód na uszy, tylko po to, by pani rozbudowane nad wyraz ego, mogło się pawim ogonem swoim chwalić. te wszystkie pozatematyczne odnośniki w komentarzach pod wierszami - tylko po to, by gadać, gadać, gadać - zasite - pragmatycznie/ba!/ konstruktywnie!

    proszę najpierw wyjąć belkę z oka swojego, zanim zabierze się pani za źdźbło w moim oku.

    p.s
    nadal wisi nad panią widmo demaskacji, jaka miała miejsce nie tak dawno na jednym z pani wielu nicków. kreacja kreacją, ale niechże pani od innych nie wymaga tego, czego u siebie nijak nie może wyegzekwować - uczciwości, która jest jednym z podstawowych warunków mojej tu bytności / nie kieruję się żadnymi osobistymi pobudkami przy ocenie tekstów, staram się być sprawiedliwa dla każdego w równej mierze, pomimo pewnych sympatii, czy antypatii, która akurat w przypadku pani Wandy ma rzeczywiście miejsce. ale oceniam tekst, nie autora i to przecież widać! - pod warunkiem, że czyta się komentarz ze zrozumieniem pani Saro/.

    naprawianie świata powinno się zacząć od siebie, pani Saro. ma pani szansę. jeszcze.

    • Emu Emo
    • 12 listopada 2010, 21:46:38

    Nata, może mi wytłumaczysz, w którym miejscu przesadzam? czy przesadziłam pisząc komentarz oparty na moich subiektywnych odczuciach? czy przesadziłam w argumentacji użytej w komentarzu? czy przesadziłam w końcu dlatego, że w góle się odzywam?

    proszę mi wyjaśnić, w którym miejscu mój komentarz był ad personam?

    co do dalszych zaczepek, na które odpowiadam, to przyznam - owszem, powinnam się nie odzywać, ale tak się składa, że dziś mam czas, ochotę, a ponadto wyznaję zasadę: oko za oko, ząb za ząb - mowi ci to coś?

    • . .
    • 12 listopada 2010, 21:51:13

    Rozumiem, że jest tutaj Pani za swą uczciwość? Demaskacja? Wybaczy Pani, lecz tu pozostawię Ją samą.

    • Emu Emo
    • 12 listopada 2010, 21:55:02

    coż. uciekać można bez końca. przed sobą pani nie ucieknie.

  • Mary, może spasujesz tutaj? Zapraszam serdecznie do siebie, im więcej krytyki tym lepiej. Wrzuciłem zbiorczo fragmenty dziennika. Zapraszam.

    • Emu Emo
    • 12 listopada 2010, 21:59:11

    Marat, czytam. nie da się tego tak po prostu przeczytać, jak to się dzieje przy tekstach prostych, płaskich i nie zachęcających do żadnej refleksji. na twój tekst potrzeba mi więcej czasu, ale już ostrzę pazury:)

  • Igły pod pazury, bez litości

    • Nata Re
    • 12 listopada 2010, 23:03:18

    Mary odzywaj się! to nie chodzi o treść, ale formę, sposób wypowiedzi, nie masz taktu i jakieś takiej subtelnej ogłady, nie potrafisz być grzecznie uszczypliwa... ciężko mi to wyrazić w słowach, masz taki ordynarny sposób bycia, przełknęłam go i nauczyłam się czytać Twoje intencje, nie ma w nich nic złego po głębszym przetrawieniu, ale układasz tak zdania i słowa, że kopią po całokształcie nie po tekście i zahaczają o osobistą przestrzeń... tak nie można:(

    • Emu Emo
    • 12 listopada 2010, 23:22:44

    zrozum Nata, że ludzie są różni. nie można wszystkich pod sznurek ustawiać. mam prawo wyrażać swoje opinie, i robię to w taki, a nie inny sposób - dlaczego mam to robić w sposób uznany przez ciebie za odpowiedni?

    a mnie nie podoba się lukier, ta cała cukierkowatość w większości komenatrzy tutaj. to właśnie jest dla mnie fałsz, obłuda, fetor. wolę chropowatych, ale uczciwych. midodajnych pochlebców omijam z daleka.

    • Nata Re
    • 12 listopada 2010, 23:44:25

    Mary staram się Ciebie zrozumieć, ale miej świadomość, że to boli nie tylko autora, ale i ludzi obok.., wciąż staram się znaleźć jakieś dobre intencje w Twoich wypowiedziach, uważasz, że forma wyrażania Twoich opinii na temat utworów wypływa twórczo na rozwój osoby którą krytykujesz?

    • Emu Emo
    • 13 listopada 2010, 10:20:30

    Nata, ja nie jestem od wpływania, żadna misja mi nie przyświeca, jestem zwykłym czytelnikiem, i ok., może nie aż tak zwykłym, bo troszkę wrednawym i wymagającym bardzo dużo - to fakt - ale równać należy w górę, nie w dół - prawdaż?

    tak samo nie mam serca dla bliskich i znajomych, jeśli chodzi o twórczość, i wierz mi, początkowo się zżymają, boczą, ale po jakimś czasie przyznają mi rację. gorzkie prawdy z trudem się połyka, za to później, korzystnie się odbijają.

    nikogo nie utrącam, utrącam tylko kiepską sztukę, bo taką należy utrącić u zarania, nie amputować, tylko ciąć, dekapitować bezlitośnie.

    nic mnie nie obchodzi samopoczucie autora. to jego problem, że nie ma dystansu do swojego pisania. i nie oceniam autora - podkreślam to tobie Nata, jak chłop krowie na rowie raz jeszcze, bo zdaje się, że tylko w ten sposób zroumiesz - oceniam wyłącznie utwór!

    wybieram ten rodzaj ekspresji przy wyrażaniu moich opinii, a nie inny, bo taki mam gust, charakter i potrzebę.

    zapytaj tych wszystkich krytyków piszących niepochlebne recenzje w pismach literackich, szeroko dyskutującyh na forum publicznym, w telewizji na przykład, co oni sobie myślą krytykując jakiegoś autora, który w tej właśnie chwili być może mdleje z żalu, a potem taki załamany/złamany ostatecznie ląduje w szpitalu? nie sądzisz Nata, że to nie ich problem, tak samo jak i nie mój, a osoby, która nie radzi sobie sama ze sobą, dlatego być może sięga po ten rodzaj sztuki, a w tym wypadku sięga po pisanie, by w ten sposób znależć jakieś lekarstwo na swoje problemy?

    leczyć się przez sztukę? czemu nie, to stosowana forma terapii od dawien dawna, ale dzieła wychodzące z chorych głów są równie chore, jak i zarazki - powinny więc być niszczone. produkt autoterapii, to nie jest sztuka, a leczyć powinno się u specjalisty - od tego oni są, miast czytelnika dręczyć neurozami. najcięższą chorobą jest grafomania, to choroba przerośniętego ego, z tego psychicznego problemu nic dobrego pod względem artystycznym raczej nie wyrasta, natomiast chorzy w istocie paranoicy, neurotycy, czy obarczeni innymi ciężkimi rodzajami schorzeń, najczęściej tworzyli dzieła wybitne. ot paradoksik.

    ciebie to boli? mój sposób wyrażania opinii? a wiesz dlaczego? bo zbyt personalnie to wszystko odbierasz. zrobilaś sobie z tego miejsca kawiarenkę do zawierania znajomości i teraz nie bronisz sztuki, a bronisz skrzywdzone ego autora. to nie jest fair wobec sztuki taka familiarność, która jest tu celem samym w sobie.

    • Emu Emo
    • 13 listopada 2010, 10:50:49

    p.s
    popatrz sobie Nata na to co robią z tzw. sztuką Marek Trojanowski i Ewa Bieńczycka. Trojanowski te dzieła wątpliwej jakości bezlitośnie utrąca nazywając świniami. stworzył do tego aktu miejsce nazwane świniobiciem. nie miał także litości dla naszej wiekowej noblistki, i miał rację niestety - przy czałym szacunku dla tej pani - bo ostatni tomik pani Wisławy był tak słaby, że gdyby zdarzył się jakiemuś początkującemu autorowi, zapewne nie dano by mu żadnych szans na przyszłość

    i pani Ewa - swego czasu napisała o naszym tu koledze Wezuwiuszu Etnicznym, że pisze marne wiersze, i że poeta z niego żaden - mało tego! że poety z niego nie będzie nigdy!

    i co? czy Wezuwisz przestał pisać? trochę się obraził, na jakiś czas wycofał z forum publicznego i wreszcie wrócił. czy jest jakiś pomniejszony, zbity wewnętrznie, utrącony? nie! poszło mu to na dobre, bo pisze znacznie lepiej.

    Trojanowski jest bezlitosny, a także styl wyrażania opinii daleki jest od grzecznego, natomiast pani Ewa jest osobą kulturalną, potrafi być delikatna, ale jest szczera do bólu, i tam, gdzie trzeba, nie cofa się przed powiedzeniem całej prawdy. to się nazywa odwaga i bezinteresowność! bo lepiej przecież lać miód na uszy, prawda? wszyscy cię wtedy kochają, odwzajemniają się takim samem miodem. a jak ktoś zaczyna krytykować i wytykać błędy, nie jest lubiany, najczęściej zaczyna się go wręcz tępić, nienawidzić. czy o tym nie wie Trojanowski i Bieńczycka? bynajmniej.

    jak myślisz Nata, jaka misja im przyświeca? czy oni martwią się o zbolałe ego danego autora, którego tzw. dzieło uległo totalnemu przetrąceniu na ich stronach?

    • . .
    • 13 listopada 2010, 11:02:46

    Nie można odmówić Pani racji, tam,gdzie Pani prezentuje trzeźwe argumenty. Nie należy głaskać każdego, kto wypocił, lub napisał od niechcenia wierszyk - wiersz, lecz Pani atakuje nieproporcjonalnie do rodzaju grzechu, atakuje Pani powołując się na odległe wzorce (przykład: Ojciec Chrzestny pod tekstem pani Wandy Szymborskiej),to nie fair. Mówi Pani iż czuje Pani fetor od przychylnych słów, czy to nie może wzbudzić podejrzeń dalszych od rzeczywistej krytyki?
    Powściągliwość i przychylność nie mają zapachu, możliwe, że zawierają akceptację, tak niezrozumiałą dla Pani, która chce uchodzić za "surowego krytyka", ale na zadeklarowanym tylko czytelnictwie.
    Jeśli przypisuje Pani sobie misję oczyszczenia świata z "grafomanii" to nie jest zabronione, jednak redagowanie tak swej krytyki by udało się dobrać się do człowieka za tekstem stojącego - to nie jest sposobem, a jeśli ktoś ten sposób preferuje, to można podejrzewać inne niż zdrowa krytyka intencje. Jeśli podkreśla Pani, co lubi, a czego nie lubi, musi by Pani przygotowana na to, że inni także jakieś rodzaje lubią, a innych nie zaakceptują - po prostu. Kompromis - tak. Atak - nie! Przyjazny, inteligentny (niechby też)komentarz pod tekstem nie zmanieruje piszącego, przeciwnie. Tak sądzę. To nie jest kukułcze gniazdo z jedną siostrą Rachet. Wybaczam Pani wczorajszy atak na mnie. Więcej przychylności dla ludzi. Będzie Pani do twarzy z tym, bardziej niż w masce z kłami wilka.
    Pozdrawiam.

    • Emu Emo
    • 13 listopada 2010, 12:21:49

    ja także wybaczam pani, Saro. pozdrawiam serdecznie. M:)

    • . .
    • 13 listopada 2010, 12:32:24

    Uwielbiam harmonię.
    To może byc "misja" dla boginek.
    Pani, może mnie, a także innych ślicznych ludzi.
    Pozdrawiam Panią z sentymentem.

    • Nata Re
    • 13 listopada 2010, 14:21:11

    Mary Lou dość silna argumentacja, trudno się z nią nie zgodzić, twarda z Ciebie sztuka:):):) działaj więc!

  • "Słowo "żeśmy" jest w słowniku"

    CHYBA KURWA LINDEGO HA HA

  • Nie wydaje mi się aby bohaterka była nieczuła. Jest bardzo młoda i niedoświadczona a to nie to samo co nieczuła. Inne sprawy ją zajmowały. Czy wszyscy od razu rodzimy się mądrzy, światli, rozsądni i rozważni ? Nie. Wszystkiego się uczymy. Miłości, empatii, współczucia, opieki nad dzieckiem. Inaczej wygląda opieka nad obcym dzieckiem a inaczej nad własnym. tekst jak większość Twoich tekstów Wando, bardzo mi się podobał. Masz dar opowiadania. Poczytam jeszcze i napiszę więcej. Dopiero dzisiaj udało mi się przeczytać.

  • Pracowałam w takim Domu Dziecka. To był dom imienia Janusza Korczaka. Dyrektorką była wychowanka Korczaka. I tak jak piszę - dzieci nic nie miały na własność. Nie wolno im było niczego trzymać w szafkach przy łóżku. Nie wolno było kłaść się na łóżka w ciągu dnia. Do stołówki i do łazienki chodziły parami. Moczyły się i płakały. I to opowiadanie powstało ze współczucia dla dzieci. Ale ja nie uprawiam literatury społeczno politycznej. Jeśli coś mówię, coś daję do zrozumienia, to w podtekście

  • Domy dziecka to straszne instytucje. Dochodze do wniosku, że wszystkie instytucje oświatowe/opiekuńcze to tylko z nazwy są dla dzieci. Wkurza mnie jak słyszę, wszystko dla dobra dziecka. To nieprawda. widać to i w Twoim opowiadaniu i wszędzie wokól na styku rzeczywistość i placówki oświatowe.
    Janusza Korczaka... ten biedak pewnie przewraca się w grobie

    • Emu Emo
    • 17 listopada 2010, 22:39:04

    bohaterka nie zrbiła nic, by tym dzieciom ulżyć. interesowało ją jedno - jak ulżyć sobie, i to w miejscu ich krzywdy. obrzydliwość.

  • czy tekst dotyczy miłosierdzia nad dziećmi ? nosiłby inny tytuł zapewne.

    • Emu Emo
    • 18 listopada 2010, 00:05:35

    niestety, jest tłem dla miernej bohaterki.

  • Nie wiem Mary co chcesz przez to powiedzieć. Wanda nie napisała opowiadania o dzieciach, więc się nie skupiła zbytnio na nich. Dlaczego usiłujesz zochydzić całość ? Opowiadanie jest sprawnie napisane, a co się tyczy bohaterki, to znamy jej życiorys jako wyrwany kawałek. Samo opowiadanie jest o niej, nie skupia się na tych biednych dzieciach. Więc nie wychodź poza ramy opowiadania. Mam wrażenie, że jednak emocje biorą nad Tobą górę i chcesz dotknąć autorkę a nie skomentować jej opowiadanie.

  • Wando , bardzo dobry kawał prozy.Peelka nie jest swiętą Teresą od dzieciątka Jezus czy miłosierna samarytanką.Bo to nie jest dewocyjne opowiadanie o dzieciach z Domu dziecka, ale o inicjacji miłosnej. A że takie tło -to inna kolej rzeczy. Dyskusja na ten temat -nie na miejscu.

    • Emu Emo
    • 18 listopada 2010, 17:20:37

    panie Jarosławie, dlaczego dyskusja o bohaterce opowiadania nie jest na miejscu? przecież umotywowałam wcześniej swoje spostrzeżenia, jak także i to, że rys psychologiczny postaci jest źle skonstruowany, tak że w rezultacie, wyszła z tego mamałyga skupiona na własnej chuci. a w tle upiorny dom dziecka, w którym planuje uprawiać seks owa opiekunka. budzi mój sprzeciw postawa bohaterki, budzi mój sprzeciw warstwa literacka, ton pensjonarski i do tego jeszcze jakaś buta w podtekście - o tym wszystkim nie wolno rozmawiać? bo postanowiliście gremialnie chwalić się wzajemnie?

    rozmawiam o tekście, a wy z uporam maniaka o sobie. czas chyba zmienić optykę, drodzy komentatorzy. komentujemy teksty, niezależnie od tego, czy tekst napisała nasza znajoma, siostra czy mama - odrobina uczciwości drodzy Państwo.

  • rozumiem Mary, że wiesz co mi się podoba a co nie. Objawił nam się jasnowidz na liternecie.

  • Taka perwersyjna niewinność w tym tekście, jeżeli mogę to tak określić. Podoba się i dobrze się czyta.

Musisz być zalogowany, żeby dodawać komentarze. Zaloguj się
Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się