Koło Młodych

Autor: Wanda Szczypiorska, Gatunek: Proza, Dodano: 20 lutego 2013, 19:37:13, Tagi:  PRL

 

 

                                                   

 

        Jesteśmy u Romana. Ciasno. Ja z Wojtkiem ulokowani na komodzie. Kanapa jest zajęta. Siedzą tam Roman, Maria i ci trzej, co zawsze łażą za Romanem. Trzech kandydatów na poetów ubranych w postrzępione spodnie. Pijemy czystą  bez zakąski. Roman gada, nikt się nie kłóci, nie zaprzecza; bo Roman jest autorytetem, należy do Koła Młodych, a także ma dorobek w postaci  wiersza zamieszczonego w almanachu i obiecaną publikację, ( ale to jeszcze  nic pewnego).

        Za ścianą w  pokojach z wejściem z korytarza, przez który trudno się przecisnąć rodzice, młodszy brat, dziadkowie, pewno ciotki, jak to na Nowogrodzkiej w  starej kamienicy. Nikt  do nas się nie wtrąca i nie wchodzi, ale i tak wyjdziemy zaraz na ulicę, bo Roman musi z kimś pogadać, coś załatwić.

       Wieczór majowy, ciepły, jeszcze widno. Idziemy na Starówkę. Mijamy w rozsypce  Plac Defilad, byle szybciej. Tu nic nie zatrzymuje, pusta przestrzeń. Jeszcze kawałek Marszałkowską i już przed nami Ogród Saski. A tam mrok, zieleń, zapach, świergot ptaków. Zwalniamy kroku. Wojtek i ja idziemy przytuleni. (Wojtek jest we mnie zakochany). Towarzyszymy Romanowi, bo Roman Wojtkowi imponuje.  Chodzą razem. Sami jesteśmy tylko wtedy,  kiedy mnie odprowadza, lecz Wojtek mieszka w Milanówku i musi zdążyć na ostatni pociąg. Teraz Roman do załatwienia ma interes, a potem jeszcze gdzieś pójdziemy.

        Roman ma wolny wstęp do Domu literatury, mamy nadzieje spotkać  kogoś, z kim można będzie gadać, to znaczy oni, a ja nie, ja nie rozmawiam z nikim, jestem na to zbyt młoda i nieśmiała. Z Wojtkiem swobodnie rozmawiam tylko wtedy, kiedy nikogo z nami nie ma.

        Ci, którzy nam towarzyszą nic nie znaczą. Może coś piszą, może nie. Roman jest ich guru. Nie, tego słowa się nie używa. Po prostu go podziwiają. Bo Roman ma odwagę. Już nie raz ośmielił się wejść do sali tam, na górze, podczas posiedzenia i usiąść w tylnych rzędach pomiędzy członkami ZLP.. Podnosił nawet rękę i zabierał głos. Sprzeciwiał się, perorował. O co chodziło w takich chwilach nikt już nie pamięta. Zapewne o sprawy organizacyjne. Bo gdyby mówiono o literaturze, mówiono by o Partii, Związku Radzieckim i ideologii, a tego żadne z nas, a nawet żaden z nich, uznanych literatów  nie ryzykował bez potrzeby.

        Już późno i sala jest zamknięta, wchodzimy do stołówki. Roman nie przyszedł tutaj bez powodu, z kimś chce porozmawiać. O, już wypatrzył. Jerzy F., znajomy Putramenta. Szepczą. Ja też znam F, i czasem z nim rozmawiam. Dostałam od niego coś, co mam do dziś: obecnie szary, wtedy biały, dziś prawie w rozsypce, ZNIEWOLONY UMYSŁ. Dał mi kiedy byliśmy sami w jego klitce. W tajemnicy. Na marginesach były dopiski Putramenta. Sprostowania. Wtedy, gdy ją czytałam myślałam, ze to głupie, lecz teraz wiem, że te dopiski to historia.

       

        Sprawa już załatwiona, Wszyscy razem, Jerzy i Alik W, który w stołówce jadł kolację idziemy na Stare Miasto do Krzywego Koła. Nic się tam dziś nie dzieje, ale są nowi ludzie. Siadamy przy dużym stole. Obok  Jerzy i Alik W. Obydwaj dużo starsi, mnie się wydaje, że wręcz starzy. I taki jeden, który się  kręci niespokojnie i chyba pragnie coś załatwić. To też jest członek Koła Młodych. Pochodzi ze wsi. Pisze prozę. 

        

        Wszyscy jesteśmy źle ubrani, Wojtek do Kameralnej zwykle wchodzi w płaszczu, bo nie ma nawet marynarki, ale ten? Po prostu pośmiewisko. I ta twarz! Jakby niedbale wylepiona z gliny. O czymś rozmawia z Wojtkiem, szepczą, Wojtek godzi się na coś, wygląda jakby był zadowolony. Wyciąga mnie za stołu. Wiem teraz o co chodzi. O przepisanie na maszynie opowiadania tego Gienka. Bo tam gdzie mieszkam, w internacie dla dzieci dyplomatów (nie wolno ich zabierać za granicę), gdzie moja mama jest wychowawczynią, jest maszyna, na której mogę pisać. Gienek za to postawi nam kielicha w Kameralnej. Tylko nam, bo ma ograniczone środki. Przepisać to musimy jeszcze dziś, maszyna jest w sekretariacie.

         Idziemy wiec do Kameralnej. Pijemy tam po jednym w barze, na więcej nie ma czasu i pieniędzy. Ja z Wojtkiem jadę do mnie na Mokotów. We dwójkę pójdzie szybciej, on mi to podyktuje,  ja napiszę. Niedużo tego, ze trzy strony. Nie idzie nam jednak dobrze, bo się zaśmiewamy. Opowiadanie nie jest  śmieszne. Jest za to bardzo nieudolne. Coś w stylu małego realizmu. Wszyscy w tym czasie chcą być Hłaską.

       

       Nasz Gienek nie będzie Hłaską, ale karierę zrobi jako pisarz. I nie tylko. Przecież nie po to jest działaczem ZMP, żeby pozostać niezauważonym.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Komentarze (18)

  • Lubię i podziwiam Twoje opowiadania. Kawał historii.

  • A tym razem to nawet z kluczem. Dzięki.

  • Ech, epoka maszyn do pisania... Moja jeszcze leży w piwnicy.
    Czyta się świetnie, dużo jest między słowami. Jak zwykle u p. Wandy czytelnik wiele się domyśla, dopowiada sobie. Autorka jest dyskretna.

    • . .
    • 20 lutego 2013, 20:06:30

    Pani Wando- superowe, wciągające, jeszcze! :) pozdrawiam :)

  • Najlepsze pewnie będzie w następnym odcinku?

  • Proszę pani, pani Wando, jak będę dorosła, to też będę wspominać, a najbardziej to będę wspominać swojego przyszłego chłopaka :)))

  • To pan, ser Ryszardzie? Liczyłam na Pana.

  • Pani Wando, to jedynie przywłaszczony awatar narysowany moją ręką

  • Proszę pana, panie Ryszardzie, ten rysunek to mi narysował taki pan, co siedzi na ulicy, patrzy mi w twarz i rysuje na miejscu, to był pan? :)))

  • Śliczności nabajdurzone. Pikne jak szneka z glancem.

  • No już dobrze, dobrze. Adalbercie podejrzyj w ultrafiolecie.

  • Coś w tym jest, ale dlaczego tak trudno napisać coś dobrego?

  • [Komentarz skasowany]

  • Okropnie to nudne. Takie długachne, młodzieżowe ple, ple, ple. W dodatku źle napisane po polsku. Nie wiem, dlaczego Autorka nie stosuje się do zasad interpunkcji w polskim języku literackim? No, chyba, że to nie jest tekst literacki, ale takie bajdurzenie dla przyjaciów w kółka wzajemnej adoracji.
    Pozdrawiam

  • korekta: nie "w kóła", ale "z kółka"

  • Własny sztab trolli. No proszę. Asysta.

  • Nuda. I jakież zdania. Brawo! Miszczostwo - "Szepczą."; "Sprostownia." - ubogie słownictwo.

  • z tego to się da tylko zrobić " zupę romana".

Musisz być zalogowany, żeby dodawać komentarze. Zaloguj się
Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się