Czad

Autor: Wanda Szczypiorska, Gatunek: Proza, Dodano: 18 stycznia 2014, 17:41:33, Tagi:  psy furtka drewno

Komentarze (14)



  • Zszedł ze schodków, skręcił w lewo, minął szopę a za nią kupę starych mebli przykrytych spaczonymi drzwiami i zaczął obchód wzdłuż parkanu. Psy się rozbiegły, znały trasę. Przy płocie sterta desek a dalej boczna furtka, która służyła domownikom. Za płotem tylko las. Ta furtka ułatwiała jej dostanie się do lasu w poszukiwaniu drewna do piecyka. Właściwie z jakiej racji, znów poczuł się skrzywdzony. Lekarz mu kazał chodzić przez godzinę, więc chodził po ogrodzie, przy płocie, dookoła, potem alejką wzdłuż i wszerz. Spacer za ogród nie miał sensu, bo nawet gdyby kogoś spotkał, nikt się do niego nie odezwie. Wiedział dlaczego. Dobrze wiedział. To wszystko dranie i złodzieje.

    Mija kopczyki liści, które zgrabił. Będą tak sobie leżeć aż do wiosny, potem zarosną zielskiem. Lubił porządek w miejscach, które widać z drogi. To nic, że w krzakach leży pełno złomu i rupieci. Wszystko się kiedyś przyda. Czasami ona chodzi tam i szpera. Czegoś szuka. Ciekawe czego? Na ogół tego, czego szuka, nie znajduje. On widzi to przez okno. Śledzi ją, jak tylko ona wyjdzie do ogrodu. Na próżno odciął ogrzewanie, bo jakoś dała sobie radę, wstawiła piecyk, a teraz zbiera drewno na rozpałkę. Był tym zirytowany, bo poczuł się bezsilny. Ale na razie. Zobaczymy.

    Kiedy podchodził do komórki w której miał wszystko czego potrzebował, coś jednak przyszło mu do głowy. Furtka. Poprzedni pomysł z kłódką i łańcuchem się nie sprawdził. Syn przeciął łańcuch, kłódkę zabrał. Sklął syna, syn go sklął i furtka znów otwarta. Trzeba wymyślić coś innego.

    Stanął. W tej chwili ona wyszła ze swojej części domu niosąc piłę. O proszę. Ciągnie kabel. Mógłby zabronić, a wtedy ona wrzaśnie, że to jej drewno i jej dom. To jeszcze się okaże. Bo oni chcą go okraść, wie o tym już od dawna. Dlatego się zabezpiecza. Wszystko co mógł, to pozamykał, wszystko co znajdzie na podwórku chowa. Śledzi ją. Nawet kiedy ubrana w lepsze ciuchy jedzie do miasta. Po co jedzie? Czego tam szuka? Skąd pieniądze?

    Musi się zająć furtką. Wywlókł spawarkę z szopy, ale czeka, aż ona zniesie drewno i wreszcie zniknie swojej części domu. Kiedy musi zrealizować jakiś plan nie lubi świadków, lubi zaskoczenie. Któreś z nich będzie chciało przejść przez furtkę. A tu nic z tego. Zaspawane.

    Panoszą się do czasu. To co mu świta w głowie wymaga pracy i nakładów. Niewielkich, bo wszystko co potrzebne znalazł w komórce i na złomie. Kiedy się wreszcie z tym upora, dopiero wtedy się okaże się, kto tu jest prawowitym właścicielem.

    Na dworze nieco chłodno, ale u niego ciepło. U niej nie. Odciął jej gaz, bo chciała go okradać. Specjalnie założyła licznik, lecz jego na to nie nabierze. Musiała wstawić piecyk i wsadzić rurę do komina. Nie sama, syn to zrobił. Znowu ten nagły przypływ nienawiści. Skąd może wiedzieć, czy to naprawdę jego syn?

    Suka przylazła za nim i leży na fotelu. Śpi. Dwa psy zostały na werandzie. Grube, nażarte, ociężałe. Pomyślał o obiedzie. Jeszcze za wcześnie i nawet nie chce mu się jeść, jest podniecony tym, co zrobi. Musi poskładać to co skonstruował i wybić dziurę w ścianie przy kominie. Ostrożnie, jak najciszej. Obejrzał urządzenie. Nieduży wentylator elektryczny. Wyszedł na chwile na dwór, spojrzał w górę, dym nie leci, jeszcze nie rozpaliła w piecu. Dobrze jest. Szybko wybije dziurę w przewodzie kominowym i wstawi wentylator. Kabelek z wtyczką będzie gotów na odpowiedni moment. Jej piecyk z rurą do komina stoi na dole, w suterynie.

    Po chwili był już gotów i szczelnie zamaskował otwór w ścianie. Teraz może sobie poleżeć, obejrzeć telewizję. Ma dużo czasu do wieczora. Wie, że cokolwiek pokazaliby w telewizorze na pewno zaśnie. Lecz nie ona. Ona nie sypia w ciągu dnia.

    Zmierzch wkradł się nieoczekiwanie i kiedy obudził się, było ciemno. Poczuł głód i zabrał się do pitraszenia. Od czasu, kiedy zabronił jej gotować dobrze się odżywia. Polubił gotowanie. We własnej kuchni i zupełnie sam. Nie potrzebuje tu nikogo. Kiedyś przychodził stary kumpel. Ale od kiedy nie popija, bo lekarz mu zabronił i nie kupuje nawet piwa, nikt już do niego nie przychodzi.

    Ile też ona wydaje na jedzenie? Zebrała pewnie niezłą sumkę kiedy byli razem. . A teraz syn coś nosi. Chodzi na skróty ze swojego domu przez las i furtkę. Koniec z tym . Byłby się zaśmiał, jednak zapomniał jak to jest, kiedy się człowiek śmieje. Ale ta myśl dodała mu energii. Wyszedł na dwór, dym leciał już z komina. Pali się u niej światło, widać ją, widać przez okno jak się krząta.

    Zjadł obiad. Jarzyny i chude mięso. Jakiś instynkt, a może lekarz każe mu dbać o siebie. Teraz może spokojnie oglądać telewizję i czekać. Już nie zaśnie. Przedtem nakarmi psy. Psy, jak psy. Ale kiedy się wydostaną przez dziurę w ogrodzeniu, znikną na cały dzień, przeżywa męki niepokoju, dlatego co dzień sprawdza płot. Mogą sobie poszczekać na przechodniów.

    A jednak zasnął. Obudził się wieczorem. Już po dzienniku i po filmie. To znowu będzie długa noc. Teraz poczeka. A na co? Jeszcze nie wie. Znowu wyszedł i spojrzał w górę. W świetle księżyca widać strużkę dymu. W jej oknie ciemno. Więc już czas. Skurczył się w sobie. Już. Wtyczka z kabelkiem od wentylatora w gniazdku. Ruszył. Teraz będzie zasysał dym z komina i tłoczył w dół. Przemyślał to i skonstruował jak potrzeba.

    W nocy nie spał. Trochę jakby kręciło mu się w głowie. Nie wie dlaczego. Wstał i wywietrzył, bo poczuł nikły zapach dymu. Widać podłoga nie jest szczelna. Był ciekaw, co ona na to powie.. ? Pochmurny ranek, coraz widniej Zaraz przyleci z awanturą. On tylko na to czeka. Czeka długo. Cisza. Psy jakoś dziwnie zaniepokojone. Zwęszyły jeża? Niemożliwe.






  • Dobre!

    • Ir _
    • 18 stycznia 2014, 19:28:05

    Zgrabny, przekonujący zapis.
    Bardzo mi się dzisiaj spodobało u Ciebie.

  • Ir_, bardzo dziekuję

    • . .
    • 18 stycznia 2014, 21:09:17

    Nasycone znajomą atmosferą, chorobliwej podejrzliwości. Zresztą wiernie oddaną. Tak myślę. Sugestywne i bardzo dobre.

  • Dzięki Krzysiu

  • Dobre, wciągnęło.

  • Miło mi. To jednak jest materiał do obróbki.

  • Tekst z pomysłem, ciekawy. Takie studium zgorzknienia i nienawiści. Ludzie potrafią.
    On - "Dobrze wiedział. To wszystko dranie i złodzieje."
    Ona - "Zaraz przyleci z awanturą."
    Czad. Bezwonna śmierć.

    Moja ocena (zaznaczyłam w okienku) niespecjalnie dotyczy zdań, które można by jeszcze dopracować (bo kilka takich jest), ale zakończenia. Jest nieco wydumane.

    Po pierwsze - człowiek, który mieszka w domu z kominem nie powinien dziwić się, że kręci mu się w głowie, kiedy robił sztuczki z wyciągiem dymu (wentylator!).
    "W nocy nie spał. Trochę jakby kręciło mu się w głowie. Nie wie dlaczego.".

    Po drugie - kiedy uwalnia się czad, nie pojawia się bezsenność, a właśnie - senność.

    Po trzecie - te końcowe zdania: "Psy jakoś dziwnie zaniepokojone. Zwęszyły jeża? Niemożliwe.".
    Dlaczego niemożliwe? Pojawienie się jeża na podwórzu pełnym gotowych nor, np. obok szopy, za którą "kupa starych mebli przykrytych spaczonymi drzwiami", albo przy płocie, gdzie leży sterta desek, jest możliwe. Szczególnie, kiedy "Za płotem tylko las.".

    "Zwęszyły jeża?" - byłoby lepszym ostatnim zdaniem.

  • Dzięki. Rzeczywiście, powinnam go uśpić. Wydawało mi sie że wystarczy dać do zrozumienia, że sypia w dzień. Ale nie.
    Niemożliwe, zeby zwęszyły jeża , bo to jesień. Jeże śpią.

  • Kawałek przy którym warto się zatrzymać!

  • Bardzo dojne. Jak mawiał Mickiewicz, - to lubię. Nerwowo , ale na smyczy, pewną ręką prowadzony udój, i to o rzeczach, o których w dobrej prozie najtrudniej... Drobiazgi, popioły zdarzeń, prawie nic... Wykrzesała Pani tak wiele iskier, gratulacje;););) warto tu być, i wracać tu.

  • O! Głos mi uwiązł..

  • >>> Właściwie z jakiej racji? Znów poczuł się skrzywdzony<<< - korekta

Musisz być zalogowany, żeby dodawać komentarze. Zaloguj się
Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się