Operacja (autentyk niestety)

Niespodziewanie przyjemna operacja. Uroczy pan anestezjolog zabawiał mnie - golutką - towarzyską pogawędką na temat mojej profesji, w trakcie której, prawie bezboleśnie wsadził mi szpile w kręgosłup i zamroził. A mnie potem po prostu zrobiło się ciepło. Dotknęłam nogi. Ki diabeł? To nie to. Torba jakaś, czy skórzany worek?. Zaproponowano mi sen. Nie chciałam. Z ciekawości. Wolę wiedzieć. Słyszałam więc jak sam pan ordynator wbija mi młotkiem w nogę pół metra metalowego płaskownika, a jego asystent wiertarką wierci dziury na śruby. Nie trwało to zresztą długo. Podziękowałam grzecznie i pojechałam do sali pooperacyjnej. Nawet nie do przedsionka, a do samego piekła. To tam dopiero dopada ból.. Każdy z byłych operowanych wrzeszczał, wył, rzygał w swojej przegródce za zasłonką. Po strasznej nocy wywieźli do macierzystej sali. Nie od razu, nie nie. Mnie jeszcze czekał rentgen. No i tam ja sama zaczęłam wrzeszczeć, bo położenie się z tym czymś, co niegdyś było moją kończyną na płaskim blacie przekroczyło jednak granice wytrzymałości.



  • Autor notki: Wanda Szczypiorska
  • 04 czerwca 2012, 16:02:14
  • Podoba mi się!
  • Komentarze: 5

Podoba się (0)

Komentarze (5)

    • . .
    • 27 czerwca 2012, 09:33:47

    Ojjjj....
    Mam nadzieję że już jest lepiej?

  • Miesięcznica operacji, a ja chodzę.

    • . .
    • 02 lipca 2012, 13:08:03

    Cieszę się. Zdrówka życzę.

  • Życzę zdrowia i energii do dalszego pisania.

  • czytać trudno, a co dopiero przeżyć, ale okazuje się, że warto było. Zdrowia życzę.

Musisz być zalogowany, żeby dodawać komentarze. Zaloguj się
Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się